recenzja - Purple [Magazyn Muzyczny 1/1991]

Magazyn Muzyczny 1/1991
Closterkeller "Purple" (Polton)

Było to tak. Od mniej więcej roku różni krewni i znajomi wspominali coś o grupie Closterkeller dając w ten czy inny sposób do zrozumienia, że to "moja muzyka". Inni sugerowali, że wokalistka powinna mi sie podobać. Jeszcze inni krzywili się mówiąc, że to kopia X-Mal Deutschland i Siouxsie & The Banshees. To wszystko sprawiło, że chciałem wreszcie usłyszeć ten nieszczęsny zespół i mieć własne zdanie.

Od razu zaznaczam, że nie interesuję się tzw. polskim rockiem. Zawsze mawiałem, że uwielbiam czekoladę, lecz nienawidzę wyrobów czekoladopodobnych. Drażni mnie sztuczne brzmienie realizowanych u nas nagrań, opieszałość naszego pseudoprzemysłu muzycznego oraz megalomańska postawa większości artystów naśladujących niczym bezmyślne papugi kilka zewnętrznych cech wybranych zachodnich gwiazd. Nie wspominam już o pretensjonalnych, często "podwórkowych" tekstach. Z tych powodów mniej więcej od połowy lat 80. nie chciałem mieć z całą tą "zabawą" nic wspólnego. I nadal nie chcę. Musze być jednak sprawiedliwy. Płyta Closterkeller podoba mi się. CD "Purple" włożyłem do odtwarzacza z lekkim niepokojem. Dopiero co załamałem się słuchając Sisters of Mercy, więc nie miałem zbyt wesołego nastroju. Zostałem jednak zaskoczony, bo nawet jeśli nie usłyszałem niczego nowego, usłyszałem to, co rzeczywiście lubię.

Zaiste. Sporo tu X-Mal Deutschland, ale z tego najlepszego okresu. Szczególnie utwór tytułowy śpiewany po angielsku przywołuje w pamięci "Tocsin", którego zazwyczaj słucham w bezsenne noce wyjąc do księżyca ku rozpaczy sąsiadów. Jest tez mały zastrzyk orientalizmu: Jihad (bez aluzji do The Sisterhood!). Teksty tez jakby trochę inne, chociaż moim zdaniem język polski w ogóle nie pasuje do rocka. Nie przemawia przez mnie kosmopolityzm, tylko zwykłe poczucie estetyki. Nawet znakomite poezje Norwida śpiewane niegdyś przez Niemena wprawiały mnie w zakłopotanie. Poza tym przyjemniej jest rozszyfrowywać znaczenie śpiewanych słów niż mieć je podane na tacy. Ale jeden utwór zrobił na mnie makabryczne wrażenie: Jeszcze raz do końca. Nigdy nie sądziłem, że kobieta może napisać taki tekst. Nawet nie śniło mi się, że jakakolwiek kobieta w ogóle potrafi czuć coś takiego. Gdybym słuchał tej płyty w damskim towarzystwie przypuszczalnie dziewczyna wyleciałaby przez okna razem z szybą. Podobnie czułem się tylko dwa lata temu, gdy przeczytałem przemiłą książeczkę "Women`s Erotic Fantasies" zawierającą opisy tego, o czym myślą kobiety w tzw. momentach. Po takiej lekturze może się człowiekowi odechcieć wszystkiego.

Niezła płyta, całkiem przyzwoicie zagrana i nawet nienajgorzej nagrana. Chyba ją sobie kupię...

Tomasz Beksiński

Wstecz