recenzja - Graphite [Tylko Rock 7/1999]

Closterkeller
Graphite
Metal Mind

Przed trzema laty recenzowałem piąty album Closterkellera "Cyan" i zażartowałem sobie z politycznych zainteresowań mojej ulubionej polskiej wokalistki, wyrażonych w utworach Władza i Zmierzch bogów: "Anja czytająca "Gazetę Wyborczą" czy oglądająca "Wiadomości TV" to widok zbyt przyziemny." Artystka wzięła sobie chyba te słowa do serca, bowiem w tak zwanym międzyczasie została radną, dzięki czemu - długo oczekiwana - nowa studyjna płyta zespołu wolna jest od podobnej tematyki. Za to otrzymujemy sporą dawkę poezji, romantyzmu i wielobarwnej melancholii. Słowem: wszystko, co w tekstach Anji lubię najbardziej. Muzyka idealnie koresponduje z tymi klimatami, a nad wszystkim unosi się odurzający zapach róż.

Już przy pierwszym słuchaniu nie miałem wątpliwości: to najlepsza płyta Closterkellera od czasu "Violet". I najpiękniejsza od czasu "Blue". Prawie nie ma tu dynamicznych, czadowych kompozycji - bo trzy na czternaście to chyba niezbyt wiele (Sztuka ambicji, Rozbijacz symboli, Miłość za pieniądze). Album otwiera podniosła w nastroju pieśń Ate, w której Anja z typową dla siebie szczerością neguje istnienie Boga. Byłbym nawet skłonny się z nią zgodzić, gdyby nie przekonanie, że to właśnie mnie Bóg upatrzył sobie za ofiarę i paprze mi życie - zatem istnieć musi. Pod Na krawędzi podpisałbym się rękami i nogami (podobnie jak kiedyś pod I jeszcze raz do końca), zaś słuchając Perły miałem ochotę wyskoczyć z okna - na szczęście pod moim blokiem nie widnieje wabiąca tafla wody. Zaklęta w marmur, Czas komety i Fortepian traktują o miłości, zaś Inny obszar - jeden z najlepszych utworów na płycie - opowiada o potrzebie ucieczki spod czyjegoś destrukcyjnego wpływu. Całość wieńczy Graphite - zgodnie ze słowami Anji "największy closterkellerowy dół w historii": "nie szukam bajki w moim życiu, bajki są okrutne".

Płyta powstawała długo, choć nagrano ją w przeciągu miesiąca, kilka tygodni przed premierą. Zespół przechodził różne zmiany personalne: perkusistę Posejdona zastąpił Gerard Klawe, zaś za klawiszami zasiedli gościnnie Michał Rollinger (przed laty pełnoprawny członek załogi) i Tomasz Wojciechowski, współpracujący z Closterkellerem przy realizacji albumu "Koncert'97". Po nagraniu materiału odszedł Krzysztof Najman, którego małżeństwo z Anją rozpadło się. Aż dziw bierze, że w takich okolicznościach otrzymaliśmy płytę tak piękną, dojrzałą, spójną i wzruszającą. Najbardziej wiekopomne dzieła rodzą się w bólach.

Dużo dobrego trzeba powiedzieć także o szacie graficznej albumu - okładka jest bezwarunkowo najlepiej dobrana do zawartości muzycznej. Pierwszy nakład ukazał się w tekturowym opakowaniu z dwoma utworami więcej. Wersja tradycyjna zawiera kolejny program komputerowy. Słowem: coś dla każdego. Warto było czekać trzy lata. "Na krawędzi dnia, na krawędzi snu..."

Tomasz Beksiński