recenzja - Cyan [Brum 1996]

Closterkeller
Cyan
Izabelin Studio/PolyGram

Pierwsze słuchanie "niebieskiego" Closterkellera, mimo moich najszczerszych chęci nie rzuciło mnie na kolana. Zespół jakby wreszcie porządnie zabrzmiał (bębny, gitara!!), zawodowo zagrał i nienagannie zaaranżował, ale czegoś mi tu brakuje. Jakby te piosenki za bardzo podobne do siebie... Jakby powstały według jednej recepty... I pewnie, gdyby nie "zwiewny" szczebiot pani Anny (której jestem fanem od szczeniaka, a raczej od nietoperzątka) chyba nie zabrałbym się za kolejne słuchania.

No, ale trzeba się pogodzić, że czarne koty, pająki i upiory pochowały się po kątach, a na ich miejsce pojawił się wyborny, ale stricte rockowy zespół, wypływający z ostatnich dokonań Sisters Of Mercy czy The Cult z okresu "Electric" i "Love". Zespół ze skłonnościami art-rockowymi i klawiszowymi pozostałościami mrocznofalowymi. Zespół szukający pewnego stylu, płynący w bliżej nieodgadnioną, ale na pewno ostro gitarową przestrzeń.

Tak jak to w przypadku Closterkellera jest już regułą - płyta zabija klimatem. Anja śpiewa, aż ciary przechodzą po plecach. Zespół gra jak rozpędzona lokomotywa... Jeżeli tak dalej pójdzie, to Closterkeller zagra na Metalmanii obok Type O Negative czy Paradise Lost i to niekoniecznie na rozgrzewkę. Gdyby tak pamiętali jeszcze o melodiach! Roszpunka, Ziemia obiecana, Władza to trochę za mało jak na mój ulubiony zespół.

Adaś Kowalczyk