recenzja - Cyan [Tylko Rock 7/1996]

Closterkeller
Cyan
Izabelin Studio

4

Ponad pięć lat upłynęło od chwili, gdy pierwszy raz usłyszałem zespół Closterkeller. Zachwyciła mnie wtedy płyta "Purple", wyróżniająca się na naszym rynku muzycznym przede wszystkim klimatem. Takiej muzyki nikt u nas nie grał, nie śmiał grać, a może nie potrafił. I wprawdzie Closterkeller bardzo się zmienił od tego czasu, wciąż ma unikalny styl. Jest to bezwarunkowa zasługa Anji Orthodox, jej tekstów i przede wszystkim bardzo charakterystycznego śpiewu.

Piąty album Closterkellera przy pierwszym słuchaniu zdecydowanie mnie ogłuszył. Potem okazało się jednak, że była to wina nienajlepszych słuchawek. Posłuchałem płyty głośno na kolumnach i gdy się skończyła, byłem zlany potem. Sporo tu rockowej zaciętości, jadowitej ekspresji, prawdziwego czadu. Na pierwszy "rzut ucha" Anja jest tu bardziej wokalistką w prawie metalowym zespole, niż naczelną kapłanką świątyni poetycko-melancholijnego dumania w tonacji błękitno ? fioletowo - szkarłatnej. A jednak to wciąż Closterkeller! Zaś "Cyan" jest bezwarunkowo najlepiej wyprodukowaną płytą tego warszawskiego zespołu. I bezwzględnie najbardziej spójną... No, może z kilkoma wyjątkami.

Wbrew pierwszym wrażeniom jest tu sporo różnych klimatów. Utwór tytułowy ściska za serce, Smutek spełnionej baśni to cały Closterkeller w pigułce, a Cisza w jej domu porusza aż do bólu. Anja zdecydowanie rozwinęła się nie tylko wokalnie, ale również tekstowo. I nadal potrafi zaskoczyć czymś starego cynika-mizoginistę: Cyan opowiada o kobiecie, która dla faceta poświęca się całkowicie - zabierasz mnie, gdzie żyje noc, na dno..., a cokolwiek się staniem nie opuszczę cię. Dajcie mi jedną taką, a zostanę panem świata. W Smutku spełnionej baśni ostrzega przed realizowaniem największych marzeń. Zaś tekst do Ciszy w jej domu to poetycki majstersztyk. Jeśli ktoś zniechęcony "politycznymi" wykładami typu Władza pomyślał, że Anka zapomniała o poezji, niech wsłucha się w tą ciszę, która mówi głośniej od słów (Pink Floyd Sorrow )...
Nie do końca przekonuje mnie tematyka takich utworów jak Władza, Zmierzch bogów (aluzja do byłego prezydenta), czy Domino (piosenka z trasy koncertowej). Anja czytająca "Gazetę Wyborczą" czy oglądająca "Wiadomości TV" to widok zbyt przyziemny. Jednak jest bezkonkurencyjna w pieśniach typu Ziemia obiecana, Desperado (dwa świetne przeboje, szczególnie Desperado prawie dorównuje Scarlett), czy Senne macanki (kolejne spotkanie z senną marą, ale jakże inne niż w Phantomie ).
Zespół pokazał swój rockowy pazur w utworze Zmierzch bogów, Już tylko noc (Ozzy by się z dumą uśmiechnął: granie No More Tears nie poszło na marne), Klepsydra (cały Killing Joke - prawdziwe closterkellerowe pandemonium) i Alicja . Ziemia drży w posadach, krew cieknie uszami. A potem... ukojenie w postaci Roszpunki. I tutaj mamy jeden zgrzyt na tej bardzo udanej płycie: Roszpunka zaczyna się przepięknym, od razu ujmującym motywem - śmiem twierdzić, najładniejszym na albumie. I po dwóch zwrotkach przeradza się w monotonne dreptanie w miejscu. I nic. Zaprzepaszczona szansa na jeden z najcudowniejszych utworów w repertuarze Closterkeller.
Dziwi też Cisza w moim domu - Anja śpiewa jak Edyta Górniak, a przecież - na szczęście - nią nie jest. Ten utwór wyprodukowała jednak Edyta Bartosiewicz, miał to być eksperyment na marginesie. I oby nim pozostał.
Dla komputerowych zboczków jest tu nadzwyczajny bonus - jeśli ktoś ma komputer i CD-ROM, może poznać historię zespołu, dyskografię, wszystkie teksty i poczytać wypowiedzi muzyków. Ja nie mam komputera i jestem z tego dumny. Wystarczy mi muzyka, która w wydaniu Closterkellera wciąż ma w sobie niepowtarzalny pierwiastek...mrocznej, kolorowej bajki. Oby ta bajka nigdy się nie spełniła.

Tomasz Beksiński