Gdy kumpel zachodzi

ANJA ORTHODOX
GDY KUMPEL ZACHODZI...

Są zespoły z babami w składzie. Różny jest stosunek panów rock’n’rollowców do tego tematu, ale nie raz słyszałam muzyków z kapel męskich, że fajnie byłoby mieć kobitkę w zespole, bo to tak miło, ładnie i taka samiczka to jednak łagodzi obyczaje samą swoją obecnością. Ale zdarzało mi się też prowadzić wielkie batalie słowne z zaciętymi mizoginikami piekląc się do krwi ostatniej, że kobieta w zespole to po prostu jeszcze jeden facet i nie ma żadnej różnicy poza zawartością kosmetyczki. Walczyłam z pełnym feministycznym zacięciem o równouprawnienie kobiet w rocku. Do czasu - bo... jestem właśnie w siódmym miesiącu ciąży!
No i teraz co? Ręka w nocniku i czapka trefnisia na głowie. Aby ją zdjąć muszę teraz przyłożyć się jakoś... może nie do walki o równouprawnienie mężczyzn, ale choć dać im szansę przedstawienia swojego stanowiska. Bo jak nie ja, to przecież nikt im nie da szansy wychylenia się zza mojego wciąż powiększającego się cienia. Tak mi ich czasem żal. OK – mówcie...
Z DRUGIEJ STRONY AUREOLI - CZYLI ŚWIĘTOŚĆ WIDZIANA OD STRONY MĘSKIEJ CZĘŚCI ZESPOŁU CLOSTERKELLER:
Było tak pięknie - nas w Closterkellerze pięciu. Męska przyjaźń i granie. Owocne artystycznie próby i rockowy czad na wyjazdach i koncertach. I nagle jeden z nas nagle oznajmił że planuje zostać matką w możliwie bliskiej przyszłości i abyśmy mieli tego świadomość. Pijany, czy co? Przypomnieliśmy sobie że ma na imię Anja i wiele osób uznaje ją za samicę. Ale ponieważ ona często gadała od rzeczy to wzięliśmy to na spokój i przeczekanie. Potem była październikowa trasa Abracadabra. Hmm... Faktycznie nie piła i żyła podejrzanie zdrowo ale kiedyś tam podejrzeliśmy jak kupuje na stacji tampony i to nas uspokoiło. Do stycznia, kiedy to na pierwszą próbę on przyszedł lekko zielony na twarzy, zasypiający na stojąco i męczony mdłościami. Z dumą oznajmił że się udało... Po chwili zaskoczenia nawet się ucieszyliśmy. Ha! Bo nie wiedzieliśmy co nas dalej czeka! I zaczęło się. Nie wiadomo co było lepsze - jej półagonalny stan na próbach i mylenie tekstów i fraz muzycznych czy nagłe humory. Co prawda przed ciążą miała nie mniejsze, ale teraz to głupio się wydrzeć i kłócić z Matką Polką.
Z koncertami dno. Tak generalnie na scenie robi obciach - najgrubszy członek zespołu i to jeszcze z samego przodu. Dziewczyny nam płoszy... A także facetów, którzy przecież mogliby przyjść z fajnymi dziewczynami! Nieliczne podchodzące do nas kobiety wszystkie rozmawiają tylko o bobasach i ciążach. Muzyki dotyczy tylko jedno pytanie - czy małe bobo będzie w przyszłości na czymś grało.
Każdy operator kamery video na koncertach uznaje ją za centralny punkt kadru. Jakby jej monumentalna postać była ważniejsza od właśnie granego pięknego sola. A gdy ryknie do mikrofonu na scenie to serce nam wysiada bo przecież przy jej anemii i niedociśnieniu to dziwne że w ogóle jeszcze chodzi. Przewróci się na scenie i to jeszcze nie daj Boże na efekty czy na klawisze... Tymczasem zaproszono zespół na festiwal w Bolkowie. I na Woodstock do nagrania płyty DVD. Wyjazd zagraniczny też poszedł się ten tego... Cholera wie gdzie nas jeszcze zaprosili... A może lepiej nie wiedzieć? Nie zdążymy też nagrać płyty, bo ponoć instrument wokalny się skrócił o połowę i nie zadziała już dobrze. I kiedy wydaje się, że najgorsze przed nami, że gdy ona urodzi to zmamusieje to odejdzie z zespołu, ukazuje się nam scenariusz jeszcze potworniejszy. Ona NIE ODCHODZI. Trasę przekładamy o półtora miesiąca i jedzie na nią też Bobas! Koniec świata! Najstraszniejszy listopad naszego życia przed nami. A dominującym tematem trasy staje się jak zapełnić przerwę na karmienie w środku koncertu!
ANJA ORTHODOX