"Nie jestem..." [Panorama Leszczyńska 28.09.2009]

"Nie jestem matką histeryczką" - mówi Anja Orthodox. Zespół Closterkeller był gwiazdą finałowego koncertu Leszno Inter Festiwal 2009.

Przez kilka lat o zespole Closterkeller i jego charyzmatycznej wokalistce Anji Orthodox było cicho. Teraz grupa znów wraca na muzyczne salony. W październiku ukaże się jej kolejna płyta zatytułowana „Aurum”. Leszczyński występ Closterkeller, w minioną sobotę, w ramach Inter Festiwalu 2009, był więc wyjątkowy, bo – można by powiedzieć – prapremierowy. Po koncercie Anja Orthodox znalazła chwilę na rozmowę z nami, nie tylko o nowej płycie, lecz także o związku z dwanaście lat młodszym od siebie mężczyzną oraz lękach związanych z późnym macierzyństwem.


To był wyjątkowy koncert, bo wystąpiliście w Lesznie tuż przed premierą waszej nowej płyty.

Wyjątkowy nie tylko z tego powodu. Kilka dni temu skończyliśmy bowiem produkcję płyty. Dopiero co wyszliśmy ze studia. Przeskoczyliśmy prosto na scenę, a więc na zupełnie inną płaszczyznę i to bez żadnej próby.

Na tę płytę fani musieli czekać kilka lat. Co spowodowało taką przerwę?

Prace nad tą płytą rozpoczęliśmy jeszcze w poprzednim składzie zespołu. Potem wszystko się pozmieniało. Doszedł Mariusz Kumala i uznałam, że musimy się z nim dobrze zgrać. To duża osobowość twórcza i nie można tak z marszu wskoczyć w robienie nowej płyty, bo będzie dużo gorzej niż zakłada zamysł. Gdy teraz słucham tej płyty, to uważam, że efekt jest fantastyczny. Do tego doszła jeszcze przerwa związana z moim macierzyństwem. Liczę jednak na to, iż klasa i piękno tej płyty w dużej mierze wynagrodzą naszym fanom to, że musieli na nią tak długo czekać.

Którą z dotychczasowych płyt by pani wyróżniła, a którą zaliczyła do niezbyt udanych?

Bardzo bliskie są mi płyty: „Nero” i „Graphite”. Najmniej lubię pierwszą płytę, bo pod względem wykonawczym jest bardzo słaba. Utwory są ładne, ale zostały koszmarnie wykonane. Każdy zespół ma jednak prawo do słabszego początku.

W najbliższych tygodniach zaplanowaliście sporo koncertów. Dziś do Leszna przywiozła pani dwuletniego synka. Wyruszy wraz z wami w trasę koncertową?

Nie, ten wyjazd był wyjątkiem. Chyba nie dalibyśmy rady. Teraz spokojnie śpi w pokoju obok, ale gdy wyszliśmy na scenę, to musiała „walczyć” z nimi nasza menadżerka oraz kierowca. I nie była to łatwa walka. Żal mi biedaczka, ale zależało nam, by go wziąć, bo już trzy miesiące, gdy nagrywaliśmy płytę, był u dziadków w Bielsku-Białej. Gdy tylko skończyliśmy płytę pojechaliśmy po Kubusia.

Jak przeżyła pani macierzyństwo po latach? Gdy urodziła pani kolejne dziecko, starszy syn miał już czternaście lat.

Bardzo fajnie. Nawet powiem, że drugie macierzyństwo jest fajniejsze, bo wiadomo już, czego można się spodziewać. Człowiek jest bogatszy o pewne doświadczenia. Osobiście nigdy nie byłam histeryzującą matką. Natomiast w ciąży czułam się koszmarnie, zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem. Zwłaszcza drugą przeżywałam nie najlepiej. Towarzyszyła mi świadomość, że starszy syn już dorósł, zaczął się sobą zajmować, że ja mogłam mieć już święty spokój, a tymczasem... Do młodszego syna mam zdecydowanie mniej cierpliwości.

Pani marzyła o drugim dziecku czy mąż?

Zdecydowanie mąż. Powiedział, że bardzo poważnie mnie traktuje, ale uważa, że związek kobiety i mężczyzny musi być uzupełniony o dziecko. Stwierdziłam, że biorąc pod uwagę moją metrykę, szybko musimy ten pomysł sfinalizować. Na szczęście w miarę szybko się udało. Na początku przeraziła mnie ta jego propozycja. Koleżanki – rówieśniczki patrzyły na mnie w kategoriach żartu i dopytywały, czy czasem nie zwariowałam. Tymczasem ja zawsze żałowałam, że mam tylko jedno dziecko. Marzyłam o czwórce, a nawet piątce, ale życie inaczej się ułożyło.

W zespole gra pani były mąż Krzysztof Najman i obecny Mariusz Kumala. Nie dochodzi do spięć między nimi?

Wręcz przeciwnie, dogadują się znakomicie, wszyscy pozostali mamy w zespole zgryzotę, że aż za dobrze. Od rozstania z Krzyśkiem do związku z Mariuszem minęło sześć lat. Nie było tu więc żadnego wchodzenia sobie w drogę. Krzysiek po rozstaniu ze mną miał dwa, a może nawet trzy poważne związki. Gdy spotkaliśmy się ponownie, pomiędzy nami panował już zupełnie neutralny klimat. A kiedy Krzysiek poznał się z Mariuszem, przypadli sobie do gustu do tego stopnia, że gdy szukałam technicznego na trasę, powiedziałam, że musi to być osoba, która nie będzie nadużywała używek. Duet jesteśmy bowiem w stanie jakoś opanować, co do tercetu – nie byłabym już tego taka pewna.

Nie bała się pani związku z młodszym od siebie o dwanaście lat Mariuszem?

Ten związek sam się wyklarował. Wbrew temu, co wszyscy sobie myślą, ta różnica wieku wcale nie jest dla mnie powodem do dumy i nie jest mi z tym dobrze. Fakt, iż ma się młodszego partnera, wiąże się z licznymi stresami. Na szczęście znakomicie się dopasowaliśmy, myślimy ciągle o tym samym. Obydwoje mamy jednocześnie bardzo trudne charaktery i niejednokrotnie ostro iskrzyło. Na razie jest dobrze, zobaczymy, jak będzie dalej. Życie nauczyło mnie, by nigdy nie mówić nigdy, ale też nigdy nie mówić na zawsze.


Rozmawiała: ANNA MAĆKOWIAK
tekst pochodzi ze strony http://panorama.media.pl

Wstecz