"Zastrzyk nowej energii" [Życie Siemianowic 14.10.2009]Wywiad z Anją Orthodox Właśnie miała premierę Wasza nowa płyta. Dlaczego tak długo na nią czekaliśmy? Co działo się wtedy z zespołem? Przez ten cały czas zespół nieprzerwanie istniał, wbrew temu, co usiłują niektórym wmówić żądne sensacji media. Co roku graliśmy dużą jesienną trasę, poza tym koncertując w wielu miejscach przez cały rok. Ukazało się nawet kilka wydawnictw, jak EPka "Reghina" czy dwa DVD koncertowe "Act III" i "Act IV - Przystanek Woodstock 2008". Dużo by mówić o przyczynach. Przez te kilka lat wyjaśniałam to już tyle razy, że uważam, że dość. Teraz mamy nową płytę i nie ma sensu oglądać się w przeszłość, tylko należy mówić o "Aurum". Tak więc na pytanie odpowiem bardzo krótko: przede wszystkim zmiany składu, a potem konieczność zgrania się z Maniokiem - nowym gitarzystą. W tym czasie też zostałam po raz drugi matką, co także oderwało mnie na pewien czas od rzeczywistości. "Aurum" z łac. oznacza złoto. Dlaczego taka nazwa płyty? Czy jest ona szlachetniejsza od poprzednich? Moim zdaniem tak. Obiektywnie patrząc, to jest to z pewnością najlepiej brzmiąca płyta Closterkeller. Nagrana w doskonałym i superprofesjonalnym studio Izabelin pod okiem fantastycznego realizatora, jakim jest Piotr Zygo. Zaś sam materiał tworzony był przez doświadczonych i świadomych siebie muzyków, jakimi przez te 20 lat się staliśmy. W połączeniu z O czym jest nowa płyta? Czy klimat pozostał taki jak zawsze, czy też coś się zmieniło wraz z nowym gitarzystą Mariuszem Kumalą? Taka osobowość muzyczna, jak Mariusz, musiała wpłynąć na klimat nowej płyty. Zwłaszcza, że ja wyznaję filozofię taką, żeby każdy muzyk grający w zespole pokazał siebie i zrealizował od jak najlepszej strony. Aby jego bogata artystycznie dusza (bo tylko z takimi muzykami ja chcę pracować) wlała się do naszego tygielka i zmieszała z nim, jak nowy kolor farby do obrazu. Maniok wniósł do Closterkeller psychodelię i wielką finezję i wrażliwość dźwięków oraz brzmień. Choć klimat pozostał ten sam, to jednak słychać na płycie nowego gitarzystę bardzo wyraźnie. Jakie są pierwsze recenzje "Aurum", z którymi się spotkaliście i jak sami oceniacie płytę? Z wielką radością muszę powiedzieć, że są fantastyczne. Docenione zostało wszystko, co chcieliśmy przekazać naszym słuchaczom. Otrzymaliśmy już bardzo dużo głosów. W większości pojawiają się podobne odczucia: zasłuchanie, zachwyt, zamyślenie, refleksja. Ludzie dziękują nam za wielkie wzruszenia i głębokie przeżycia, jakich dostarcza im "Aurum". To jest coś bardzo ważnego i pięknego dla artysty, odbierać takie głosy. A my sami? Jesteśmy dumni i zadowoleni. Jak to zwykle my, mamy oczywiście momenty, gdzie może i coś byśmy jeszcze zmienili, ale staramy Wyruszacie w trasę koncertową Abracadabra Aurum Tour. Zespołem supportującym jest The Chilloud. Skąd taki wybór? The Chilloud poznaliśmy wiosną tego roku, przy okazji kilku koncertów, jakie nam przyszło razem zagrać na mini trasie w Bieszczadach. Podbili nasze serca swą żywiołowością i pięknem bijącym od ich muzyki. Wspaniały wokal, genialny gitarzysta i zahaczające serce piosenki - cóż więcej trzeba. I w pewnym momencie, pomimo, że planowaliśmy sami pojechać Abracadabrę - trasę promującą naszą nową płytę, zdecydowaliśmy się ich zaprosić do wspólnego grania. Bo zasługują na dużo więcej, niż mają. Po prostu. A poza tym, to strasznie fajni ludzie i bardzo ich polubiliśmy, tak po prostu - na gruncie prywatnym. Jak Pani ocenia ponad 20 letnią działalność zespołu? Czy czuje się Pani spełniona artystycznie czy pozostają jakieś marzenia w tej dziedzinie? Jako artysta czuję się bardzo spełniona. Nagrałam już tak wiele pięknych płyt, które uszczęśliwiły mnie i moich odbiorców - czyż czegoś więcej trzeba artyście? Mam w dorobku dzieło, którego mało jaki twórca się dorobił. 20 lat bezustannego progresu twórczego i wykonawczego wbija mnie w ogromną i zasłużoną dumę. Śpiewam coraz lepiej, nie gaśnie we Rozmawiała: Barbara Jendrzejczyk |
