"W sypialni z zeszytem na kolanach" [Info Muzyka 02.10.2009]

Nowy album Closterkellera, który właśnie się ukazał, tradycyjnie nosi "kolorowy" tytuł - "Aurum". O płycie opowiadają wokalistka Anja Orthodox i włączający się co jakiś czas do rozmowy gitarzysta Mariusz Kumala, a całości przysłuchuje się ich dwuletni synek Kubuś.

"Aurum", czyli "Złoty", to najjaśniejszy tytuł albumu w waszej karierze.

A. O.: A rzeczywiście, nie myślałam o tym.

Muzyka na płycie też jest jaśniejsza niż zwykle?

A. O.: Powiedziałabym, że jest zwiewna. Nie znaczy to, że jest fajna i wesoła. Jest to raczej taka zwiewna melancholia z nutką psychodelii. Prawdę mówiąc, ciężko mi jest mówić o zawartości muzycznej tej płyty, bo bardzo długo ją przygotowywaliśmy i zupełnie nie mamy do niej dystansu.
M. K.: Jest to płyta dojrzała, momentami agresywna, a momentami bardzo wzruszająca, wielowymiarowa i wielobarwna.

Wasz poprzedni album był bardzo mroczny.

A. O.: Tak, to była nasza najmroczniejsza płyta do tej pory. Zresztą potwierdzał to tytuł "Nero", czyli "Czarny".

Skąd taki nagły przeskok z czerni do złota?

A. O.: Ciężko powiedzieć. Takimi ścieżkami po prostu chodzą ludzkie emocje. Wynika to pewnie także z - bardzo nie lubię tego określenia - nowego składu. Mariusz jest już z nami cztery lata, a dopiero nagrywamy pierwszą wspólną płytę. Najwięcej jest na niej wkładu kompozytorskiego Mariusza, więc zawiedzionych odsyłam do niego. A jak ktoś będzie chciał, żeby nasza płyta brzmiała jak "Nero"...
M. K.: To niech sobie kupi "Nero".

Mówiliście kiedyś, że nie byliście do końca zadowoleni z brzmienia "Nero".

A. O.: Tak, troszkę to nie wyszło tak, jak byśmy sobie życzyli. Na wersji anglojęzycznej albumu od nowa zmiksowaliśmy materiał i z tego brzmienia byliśmy bardziej zadowoleni.

"Aurum" też ukaże się po angielsku?

A. O.: Na razie nie. I bardzo dobrze, bo nie znoszę nagrywania wersji anglojęzycznej.

A jesteście zadowoleni z tego miksu?

A. O.: Jest to najlepiej brzmiąca płyta tego zespołu. Bez dwóch zdań.
M. K.: Jest bardzo dobrze nagrana. Współpracowaliśmy Piotrkiem Zygo. To świetny fachowiec, czuje klimat i bardzo nam pomógł w kwestii brzmienia, bo się na tym zna. Płyta brzmi dobrze, instrumenty mamy dobre i potrafimy na nich grać.

Czy nagraliście kiedyś utwór, o którym pomyśleliście sobie: "To jest idealne, nic byśmy w tym nie zmienili"?

M. K.: Ideałów na świecie w ogóle nie ma. Najbliższe tego, czego oczekiwałem, są utwory "Złoty", "Nocarz"...
A. O.: Nie masz zarzutów do wokalu w "Nocarzu"?
M. K.: Nie, bardzo fajny numer.
A. O.: A "Ogród półcieni"?
M. K.: "Ogród półcieni" tyle razy miałem w głowie w tak różnych barwach, że nie wiem, czy chciałem, żeby ten utwór tak wyglądał. Na pewno chciałem, żeby miał taki charakter.
A. O.: W Closterkellerze widzę kilka takich utworów, których nawet po latach nie chciałabym zmienić. To "Violette", "Zaklęta w marmur", a na najnowszej płycie "Złoty" i "Matka". Kiedy nagrywamy, to staramy się to robić tak, żebyśmy później nie chcieli nic zmienić. Nawet nie zastanawiamy się nad tym, czy coś chcielibyśmy poprawić, bo patrzymy w przód, myślimy o kolejnych utworach.

Gdybyście mieli zabawić się w przewodników po "Aurum", na co zwrócilibyście uwagę "turystów"?

A. O.: Na wszystko chciałabym zwrócić uwagę. Dla mnie charakterystyczne w porównaniu z innymi albumami jest to, że wyjątkowo dużo śpiewam wysoką, perlistą górą. Wpadłam też na pomysł czegoś, co roboczo nazywamy chorałami, które wykorzystaliśmy w pięciu utworach. Jestem z nich bardzo zadowolona. Ważne są dla mnie na tej płycie także piękne gitarowe pejzaże, namalowane przez Mariusza. Takich rzeczy do tej pory u nas nie było.
M. K.: Mnie się bardzo podobają drobne elementy orientu - i w gitarach, i w wokalizach. Zwróciłbym też uwagę na klimaty - od agresji, poprzez spokój, po nostalgię. Myślę, że na albumie znalazła się esencja wszystkich emocji.

Czy masz jakiś rytuał, który pomaga ci tworzyć?

A. O.: Na szczęście nie mam. Unikam rytuałów. Kiedy mnie wena złapie, to złapie.

A kiedy cię łapie?

A. O.: Muzykę tworzę albo z zespołem na próbie, albo w domu w spokoju układam coś do nagrań z próby. A teksty różnie - czasem, jak mi coś na ulicy wpadnie do głowy, to nagrywam to na dyktafon albo zapisuję, ale najczęściej tworzę w swojej sypialni z zeszytem na kolanach.

Na ile twoje teksty mówią o tobie?

A. O.: Różnie to jest. Nie zawsze jestem podmiotem lirycznym swoich tekstów. Niekiedy piszę o innych ludziach, których spotkałam, obserwowałam, wymyśliłam, o których usłyszałam czy przeczytałam w gazecie. Nie piszę tylko o sobie, ale bywa tak, że jestem utożsamiana z bohaterką niektórych tekstów. Na przykład utwór "Cisza w jej domu" napisałam o swojej koleżance, którą zdradzał mąż, a potem ktoś stwierdził, że napisałam to o swoim mężu. Nawet jeżeli jakiś tekst jest o mnie, to w momencie, kiedy się pojawia na płycie, zaczyna żyć własnym życiem, przestaje być częścią mnie. Staje się własnością wszystkich, każdego ze słuchających. I każdy może jakąś interpretację do niego dopisać.

Który z tekstów na "Aurum" jest wyjątkowo osobisty?

A. O.: Na pewno "Dwie połowy" są o mnie. Rozpadł mi się świat, który myślałam, że mi się nie rozpadnie. To było już bardzo dawno. Takim tekstem osobistym jest też "I skończona bajka". Napisałam to z pozycji matki, która zdaje sobie sprawę z tego, że jej syn już wkrótce dorośnie i nie w jej ramionach będzie znajdował ukojenie, inne dłonie będą go głaskały do snu. Dla mnie jest to bardzo wzruszający tekst. Myślę, że zrozumie go każda kobieta, która ma syna wczesnego nastolatka.

Masz dwoje dzieci, rodzinę. Czy jest w tym jeszcze miejsce na szalone, rockandrollowe życie?

A. O.: Teraz czeka nas rockandrollowe półtora miesiąca, bo jedziemy w trasę, a Kubuś zostaje z dziadkami. Nie będziemy grali codziennie ze względu na moją kondycję głosową, mam dużo gór do wyśpiewania. Będziemy w trasie do połowy listopada.

A później... nowy album?

A. O.: Będzie. Myślę, że niedługo, może nawet za rok.


Rozmawiała: Iga Burniewicz
tekst pochodzi ze strony www.infomuzyka.pl

Wstecz