wywiad - "Ile razy do końca?" [Brum 4/1997]
Pomijając już dziwaczność samego pomysłu wydawania płyty koncertowej przez zespół kojarzony od zawsze z przestrzenną i klimatyczną produkcją studyjną, "Koncert" okazuje się na dodatek materiałem brudnym, chropowatym... jakby nie był albumem. a oficjalnie wydanym bootlegiem. - Jeśli chodzi o sam pomysł to ciągnie się on za nami od kilku już lat. Kiedyś, bodajże 1992, w Radomiu nagraliśmy nawet koncertówkę, tyle, że do niczego się nie nadawała i tylko jej fragmenty ukazały się na minilongplayu "Agnieszka". Tak na marginesie była z tym niezła checa, bo podczas tego koncertu Kult pokłócił się z organizatorami o kasę i w ramach protestu zabrali perkusję. Tę perkusję na której my- dosłownie za chwilę - mieliśmy nagrywać płytę!!! Wyobraż sobie! Pamiętam, że się wściekłam strasznie, biegałam, prosiłam, klęłam... A co najlepsze, wszyscy z Andrzejem Puczyńskim na czele biegali za mną, bo tak się złożyło że byłam w ciąży. Uspokajali mnie: "Anka, przestań, bo poronisz!" (śmiech). A mi kompletnie odbiło, zaczęłam krzyczeć, że jak perkusji nie ma to zagramy na tekturowych pudłach. Wynalazłam nawet cały zestaw, zamiast taktowego chciałam ustawić futerał od gitary, jako statywy na talerze wykorzystać statywy do mikrofonów, a zamiast kociołków - pudła tekturowe. I wiesz, kiedy zaczęłam fizycznie te pudła wynosić, kiedy ustawiłam z pół zestawu, to wjechała wreszcie prawdziwa perkusja (śmiech). Ale jak mówiłam koncert wyszedł do bani. Tym razem koncerty były ekstra, ludzie bawili się, ściągnęli mnie nawet ze sceny i tarmosili gdzieś na dole? A że brzmienie jest takie a nie inne? cóż dostaliśmy pieniądze na trzy koncerty, z czego na płytę nadawał się praktycznie zapis z dwóch. Początkowo miałam wątpliwości czy warto to w ogóle robić, ale im częściej płyty słucham tym większy widzę urok w tej prowizorce. No co? Zaczynaliśmy od post punka (śmiech). Można chyba spojrzeć na to od innej strony ? nakłady finansowe na produkcję i promocję grup rockowych w dużych koncernach przyjmują ostatnio rozmiary katastrofalnie niskie. Zwłaszcza jeśli je porównać z wydatkami na nieporadne próby stworzenia pop ideału? - Ja myślę, że w naszym przypadku PolyGram i tak spełnia role mecenasa sztuki. Prawie na nas nie zarabiają, a jednak inwestują? Chociaż można ubolewać nad krótkowzrocznością niektórych ludzi? Przecież czasem miliardy wykładane są w ewidentne gówno, które, co słychać od razu, nie ma najmniejszej szansy na jakiekolwiek powodzenie. Nie chcę narzekać, ale bolesne jest to, że ta sytuacja uderza w rzecz bardzo prozaiczną ? w podstawy naszej egzystencji. Sam widzisz, mamy rodzinę, dom? ile można być idealistą. Ja zupełnie szczerze mam ochotę to zwyczajnie rzucić i zająć się czymś zupełnie innym. Iść do pracy, wracać z pracy, w sierpniu dostać urlop i pojechać na wakacje. Tak naprawdę chciałabym pracować w żłobku ? bardzo, bardzo kocham dzieci. Ot wziąć, pieprznąć to wszystko i nie zastanawiać się czy ktoś promuje moją płytę, czy ktoś cenzuruje moje piosenki, bo niewierząca jestem? Ile można żyć i rajcować się świadomością, że my jesteśmy artyści, a ci na świeczniku to?lalki dmuchane i popelina. A nie wyczuwasz, iż przez dziewięć lat Waszego grania nastąpiło w muzyce pewne przewartościowanie? Oczywiście uogólniam, ale ludziom urodzonym na początku lat 80. wasza, czy w ogóle rockowa forma wypowiedzi może być zwyczajnie obca. - To nie tylko przewartościowanie, co załamanie. Różne są tego powody. Między innymi właśnie działalność firm fonograficznych, dysponujących ogromnym kapitałem i co za tym idzie, ogromnym potencjałem w lansowaniu mody. Właściwie to normalne ? tak jest na całym świecie. Problem jednak w tym, że na świecie pracują osoby kompetentne? A u nas jest tak, że jedna wypromowana gwiazda nastawia całą parę firmy na odnajdywanie jej kopii ? właśnie tych gówien, w których topione są miliardy. Bo nie jest złe, że pop wypiera rock ? to dla mnie naturalne. Jest po prostu więcej osób słuchających popu czy nawet disco polo. Im ta muzyka odpowiada i nie ma powodu wciskać rocka na siłę. To tak jakby mi ktoś kazał słuchać jazzu. Tylko wiesz, jest pop i pop ? muzyka i wiocha. A ludzie ufają reklamom i wierzą, że ta wiocha to jednak muzyka. Natomiast w hasła, że rock umiera, to ja nie wierzę. Wartość muzyki rozgrywa się ponad gatunkami ? dobre granie, nieważne, w jakim stylu ? nie może być obce tylko, dlatego, że jest mniej popularne. Emocje są ponadczasowe. Klamrą, którą można by spiąć całą działalność Closterkeller są twoje teksty. Zastanawiam się, czy tchnąca z nim brudna erotyka, jest wynikiem twoich doświadczeń czy dotyczy sytuacji wyimaginowanych? - Brudna erotyka? Ja bym to raczej nazwała ciemną miłością. Widzisz, zawsze żałowałam, że mam tylko jedno życie. Podobno są tam jeszcze jakieś, ale nie wiem na pewno, więc się nie liczy. I właśnie, dlatego zawsze starałam się żyć życiem nie tylko swoim, ale też wszystkich dookoła. Przyglądałam się ludziom, stawiałam się w ich położeniu, analizowałam ich przeżycia, zastanawiałam się co oni mogą czuć, gdy? Moim guru w sensie podejścia do życia był od czasów liceum Marcel Proust. Przeczytałam ?W poszukiwaniu straconego czasu? i od tego momentu mi się w głowie przestawiło. Ludzie mówią, że pisze bardzo trudne, depresyjne teksty. Być może, ale przecież jeśli je porównać z tekstami Kowalskiej czy innych zdołowanych lasek, to moje okazują się bardzo optymistyczne. U mnie owszem jest mrok, brud, walka, ale też nadzieja! A wracając do pytania, większość tekstów jak najbardziej wynika z moich obserwacji i przeżyć. Ja widzisz zaliczyłam w życiu dziesięć lat permanentnej balangi; miałam jakieś klimaty samobójcze, mnóstwo klimatów erotycznych, jeszcze więcej alkoholowych?Oczywiście nie twierdzę, że wszystko, o czym śpiewam, wydarzyło się rzeczywiście. Pewne fakty, stany, osoby są jakby cieniami rzeczywistości ? czasem trochę ubarwionymi, czasem odbarwionymi? Dzisiaj jednak piszesz z pozycji żony, matki? kobiety, a nie nawiedzonej licealistki. Tymczasem ani muzyka, ani teksty Closterkeller nie nabrały adekwatnego do tej sytuacji ciepła i bezpieczeństwa? - Ciepło nie jest twórcze, a bezpiecznie to się na pewno nie czuję. Widzisz, od lat ciągnie się za nami ogon pierwszej płyty. Closterkeller to doły, post punk, gotyk? generalnie to wszystko przed czym przyzwoici radiowcy powinni chronić gospodynie domowe i ich pociechy. Nie chodzi mi o to, żeby się napraszać. Ale niech taki jeden z drugim radiowy wał nie opiera się na sytuacji sprzed dekady, kiedy zdołowany Closterkeller wygrał Jarocin, tylko posłucha nowych płyt. Wiesz tak czasem się zastanawiam, co by było gdyby taka Ziemia obiecana wyszła jako singiel Varius Manx albo Owoce Wschodu jako Kasia Kowalska. Wracamy do punktu wyjścia. Przecież ?Koncert? to chyba najmniej radiowy, najbardziej post punkowy z waszych materiałów. Radiowcy utwierdzą się w swojej opinii, a publiczność wychowana na ?Violet? czy ?Scarlet? w ogóle nie będzie wiedziała, o co chodzi? - Widzisz, z tą płytą było tak, że doszedł do nas nowy klawiszowiec Mechu (notabene był on kiedyś gitarzystą, moim zdaniem najlepszej polskiej kapeli Blitzkrieg). Gramy razem od niedawna a już zaczęło wykluwać się z tego coś naprawdę ciekawego. Pojawiła się koncepcja nowej studyjnej płyty ? jakby nowego oblicza zespołu ? której zajawką jest bonus ?Koncertu? utwór Dwa dni (grafitowy). Musimy jednak jeszcze trochę pograć razem, zgrać się lepiej, wyczuć. I stąd mój pomysł na koncertówkę. Oczywiście miała ona wyglądać trochę inaczej, mniej surowo. Kiedy jednak wybieraliśmy ostateczny materiał na płytę to właśnie czady wypadły najlepiej. Ale tak jak mówię, cieszę się. Tak po prostu gramy na koncertach. Nie ma tu żadnych dogrywek oklasków z Metallici, czy perfekcyjnych wykonań. Gdzie tam, sypiemy się jak na każdym normalnym koncercie. I o to chodzi ? jest uczciwie. Dobry koncert to w 2/3 zasługa publiczności ? ona tworzy cały klimat. I na płycie wyraźnie to słychać. W tym cały jej urok. Wspomniałaś o koncepcji nowej płyty ? tym razem ?grafitowej?. - Za wcześnie o tym mówić. Pomysł jest taki, żeby była to płyta ładna i raczej stonowana. Ale jak mówię, to na razie tylko mój pomysł. Co z niego wyjdzie w praniu to się jeszcze okaże. rozmawiał Wojtek Wysocki PURPLE?90 Dzisiaj może trudno uwierzyć, ale był to jeszcze ten czas, kiedy sam fakt, wydania analogu, stawiał kapelę w pozycji gwiazdy. BLUE?92 To bardzo mistyczna, chyba najbardziej nostalgiczna nasza płyta. Jej poważnym atutem jest udział Roberta Bochnio. To znakomity gitarzysta, jeden z najlepszych jakich znam. Feeling, pomysły, wyobraźnia. Szkoda, że ma hopla na punkcie innej muzyki. Nie będę opowiadała o niezapomnianych wrażeniach, jakich dostarczyła nam wspólna praca z SP.. To stare, od dawna wyjaśnione sprawy? AGNIESZKA?93 Nie lubię tej płyty. Jak mówiłam to odrzuty z nieudanego koncertu. W dodatku gorsza ich część. VIOLET?93 Przełom zarówno w sensie muzycznym jak komercyjnym. Komercyjnym strzałem w dziesiątkę okazał się ku naszemu zdumieniu W moim kraju, zaś nowy obraz muzyki jest uczciwie mówiąc pomysłem nie naszym a Andrzeja Puczyńskiego. Materiał był w sumie zbliżony do ?Blue? i dopiero Andrzej wymyślił, że można mu nadać w studio takiego rockowego pazura. Mniej tu klimatów, więcej konkretu, ale generalnie to piękna płyta. SCARLET?95 Chłopaki dostali odjazdu na czady: Pantera, Rage Against The Machine. To wina Krzyśka ? on jest takim zakamuflowanym metalem. Ciągle mi tu w domu jakieś Slayery i Sepultury puszcza. I właśnie wynikiem tych odjazdów jest "Scarlet" ? płyta o myśli zdecydowanie metalowej. CYAN?96 Dla mnie to płyta kosmiczna. Przestrzenna, rozmarzona, ulotna. Końcówka flirtu z metalem. KONCERT?97 Surówka i trochę prowizorka. Mało kasy ? duuuużo brudnego, punkowego czadu. |

