wywiad - Anja w smutku i szkarłacie [Dziewczyna 1995]

Dziewczyna 1995

Jeśli o którejś artystce rocka można powiedzieć, że jest ogniem i lodem zarazem, to na pewno o Anji Orthodox z Closterkellera. Gdyby zebrać krążące o niej plotki i zmyślenia (albo i prawdy) to byłoby z tego co najmniej trylogia.

Tak się złożyło, że z Twoim pseudonimem scenicznym odruchowo kojarzy się przymiotnik: demoniczna. Brzmi to trochę jak Iwan Grożny, albo - przepraszam za wyrażenie - Bolesław Wstydliwy.

- Taką muzykę śpiewałam. Wyglądałam też może trochę? Ale dziennikarze zawsze lubili mocne przymiotniki. Oni bez przymiotników czują się niepełnowartościowi.

A propos dziennikarzy... Był czas kiedy cieszyłaś się nienajlepszą reputacją. Niektórzy nazywali cię nawet "pożeraczką męskich serc" albo i gorzej.

- Nadal lubię mężczyzn.

Znam takich, którzy się ciebie boją.

- Ale są to, że tak powiem - używani przeze mnie, czy jeszcze nie? Zawsze umiałam dobrze radzić sobie z mężczyznami. Być może dlatego, że posiadanie mężczyzny nie było dla mnie sprawą najważniejszą na świecie. Nie bałam się go stracić, bo zawsze mógł być następny.

Mężczyzn ci u nas dostatek... A głębia uczuć, romantyczne wzloty itd.?

- Oczywiście były, ale też nie mogłam sobie pozwolić na to, że jeżeli kocham, to dam z siebie zrobić szmatę, śmiecia do skopania albo owinięcia wokół palca.

Czy to nie wynika aby z lęku przed mężczyznami?

- No co ty! Po prostu z normalnego poczucia zwykłej, własnej godności. Owszem, kiedyś gdy byłam jeszcze bardzo młodziutka... Chyba każda dziewczyna ma w sobie tę niepewność.

Pamiętasz pierwszego chłopaka?

- Oczywiście! Ale pytasz o tego, z którym chodziłam, czy z którym spałam? Bo pamiętam obu. Wszystkich pamiętam. Pierwszy chłopak, z którym się pocałowałam, to był punkowiec. Odprowadzał mnie do domu. Wiedziałam, że TO się stanie. Wyplułam dyskretnie gumę w krzaki. Objął mnie i pocałował. Wrażenia miałam bardzo negatywne. Ale koleżanki powiedziały, że to tak zawsze jest, lecz potem się podoba.

Nadal nie wiem, dlaczego paru moich kolegów ma o Tobie paskudną opinię.

- No cóż, może mając opinię "pożeraczki męskich serc" ich akurat pożreć nie chciałam? Byli tacy co wyraźnie czekali, kiedy się rzucę, a ja się nie rzucałam. I potem była konsternacja, obraza i nienawiść. Wcale nie pożeram tak co popadnie. A poza tym ja pisałam pracę magisterską o obyczajach wilków.
Wilki lubię. Hien nie.

Niemniej, jak doszło do tego, że jesteś - wybacz określenie - stateczną żoną i matką?

- Po pierwsze znudziło mi się już takie życie. A może wszystkich, którzy mi się podobali, już zdążyłam poderwać? A poza tym... zakochałam się i koniec!

A ci wszyscy twoi poprzedni - to co to było? Obława na młode wilki? Wielkie łowy? Manewry przed szturmem?

- Ależ skąd! Wielkie miłości! Ale ja w pewnym momencie swego życia przeszłam bardzo poważne załamanie związane z mężczyzną. Tu przestrzegam wszystkie dziewczyny przed wiązaniem się z mężczyznami żonatymi, dzieciatymi i słabymi. On mnie oszukał. Spowodował kompletne rozchwianie mojej skądinąd bardzo silnej struktury psychicznej. Pękłam.

Czytałem gdzieś opis twoich skłonności samobójczych.

- O, to stara historia. Teraz dopiero widzę jaka wtedy byłam głupia. Ale miałam takie myśli. Wielu młodych ludzi myśli o samobójstwie. To wynika czasem z obaw, że nie przystaje się do rzeczywistości. Albo, że ta rzeczywistość jest przerażająca. A po tym moim przypadku wpadłam w depresję. Powoli mi się zachciało wszystkiego odechciewać. Moja ufność do świata zmalała i entuzjazm nie był już taki świeży. Wtedy spotkałam Krzyśka... To znaczy znałam go już wcześniej...

O ile wiem poznawaliście się wnikliwie pod prysznicem...

- Dokładnie. To był taki bardzo rockandrollowy układ. Ale jakoś tak nagle zaczęłam się angażować. On był inny niż wszyscy. Bo tak się składało, że im dłużej byłam z jakimś facetem, tym on bardziej kapcaniał. Sam się wsuwał pod pantofel.

Może to sprawa twego wrednego charakteru?

- Nie sądzę, bo w takim przypadku to na tym etapie raczej się odchodzi niż poddaje. Ale faktem jest, że mam bardzo silną osobowość. "Gniotę" tych, z którymi jestem.

A Krzyśka?

- On jest inny. Nie poddaje się tak łatwo "gnieceniu". A może to ja mniej gniotę? Najpierw podjęliśmy decyzję o dziecku, bo Adaś jest świadomie zaplanowany. A ślub wzięliśmy trochę pod naciskiem rodziców, a może dlatego, że chcieliśmy dostać prezenty ślubne (śmiech), uniknąć kłopotów z nazwiskiem dziecka itd.

Szok był duży. Środowisko rozdziawiło gębę!

- Wbrew pozorom jestem odpowiedzialna. Jeżeli już decyduję się na dziecko, to muszę mu zapewnić godziwe życie. Koniec z beztroską. Życie prywatne to co innego niż kreacja sceniczna. Ja zresztą już wiem, że najżarliwsi fani kiedyś się odwracają tyłem. To jest potworne, zwłaszcza dla kobiety. A poza tym chcę byc artystką, a nie bożyszczem tłumów. I nie uważam bym musiała poświęcać życie osobiste dla sztuki. Ważne jest, że nie straciłam ducha.

Swoją muzykę sama określasz mianem "dołowej". Co to za ponury termin? Kojarzy się z nim smutek, melancholia, obawa, przygnębienie, depresja. Grupa grabarzy?

- Tak ma być, chociaż nie należy z tym przesadzać, jak ze wszystkimi etykietkami. Ostatnio, gdy wykonałam pieśń z Piersiami, gdzie na przemian śpiewam szeptem i drę gębę punkowo, to i tak gazeta napisała, że Anja zaśpiewała z typowo gotyckim zacięciem. Skąd oni wzięli ten gotyk - nie wiem. Ale uważam, że prawdziwa sztuka musi mieć w sobie coś smutnego, albo być przynajmniej pięknie bolesna. A poza tym... najlepiej w Polsce być artystą równym, miłym i szarym. Tylko przytulić i pocałować. Przykładem jest... no nie, nie powiem, bo będzie, że do tego wszystkiego intryguję.

Wiesz co? Połączmy tendencje samobójcze, opinię pożeraczki męskich serc, teksty mroczne i dołujące... to jaki z ciebie wzorzec dla młodzieży? Do tego dochodzą próby narkotyczne. Są ludzie, którzy powiadają, że miękkie nikomu krzywdy nie robią. Ty też?

- Ale ty nie wiesz, jakie to potworne, gdy wchodzisz na scenę i nie możesz sobie za żadną cenę przypomnieć tekstu, który sam napisałeś! One tak rozwalają, robią dziury w mózgu! Fakt, że w przyjemny sposób. Wtedy się przyjemniej żyje. Nie, już nie biorę. A jeżeli chodzi o ten wzorzec... Dostaję mnóstwo listów, tak pół na pół jeśli chodzi o płeć piszących. Czasami jestem zażenowana otwartością ich wyznań, gdy wyrażają mi swoje uznanie, dziękują za przeżycia jakich im dostarczam. Są to przepiękne listy. Niestety nie jestem w stanie na większość odpowiedzieć... Rzadko piszą do mnie typowe rozhisteryzowane panienki. Najbardziej wzruszają mnie ci, którzy dziękują za wsparcie jakie im dałam w życiu moimi tekstami. Za nadzieję jaką w nich niosę.

Za nadzieję?

- A widzisz, dziennikarze tego nie zauważyli. Ci młodzi ludzie widzą, że to teksty smutne, ale niosą nadzieję. Dają im jakąś szansę na przemyślenie własnych spraw. Znajdują w nich siebie. Dostaję mnóstwo wierszy z prośbą o ocenę. Zwierzenia, nie przekazaliby własnej matce. Napisała do mnie dziewczyna, jedna z siedmiorga rodzeństwa. Ojciec alkoholik pobił matkę. A ona pisze, że była na moim koncercie, przytuliła się do mnie i pomyślała, że chciałaby, żebym była jej siostrą. I że widzi jaka jestem silna. Że kobieta może być silną.

A może jest tak, że wy nie wpadliście na scenę rockową jak meteor. Ot, wpadł, gwizdnął i przepadł. Istniejecie już ponad siedem lat. Z wami można się zżyć. Wam można zaufać, bo nie padniecie z dnia na dzień. Pewna firma?

- My przetrwaliśmy już parę mód. Na punk, na funky. Rap już zdycha. Grunge pewnie też przetrwamy.Nam się tak nie spieszy. Nasza popularność nie opiera się na jednej płycie, ale z płyty na płytę procentuje. Zobacz ile grup, także w Polsce, nagrało jedną płytę i przepadło. Drugiej już nikt nie chce słuchać. Z nami jest inaczej.

Na koniec spytam Cię o nasze polskie kompleksy. Zespół jest dobry jedynie wtedy, gdy zrobi karierę na Zachodzie. Na przykład MTV. Andrzej Puczyński, szef Studia Izabelin rokuje wam karierę zagraniczną. Ja mu wierzę.

- Żartujesz? Miło słyszeć, ale MTV ma w tyłku zespoły polskie, czeskie czy węgierskie. Po co im to? Takich zespołów jak (autocenzura) czy (autocenzura) to mają swoich całą kupę. Ostatnio oglądałam film amerykański. Tam reżyser powiada... słuchaj, ja chciałbym Brandeuera zatrudnić. A po co Ci Brandauer - pada odpowiedź - mało masz naszych, dobrych, amerykańskich aktorów? Oni nie chcą obcych. To mnie uderzyło.

W ostatnim słowie... Co za dziwaczna moda na kolorowe tytuły płyt? Był błękit, był fiolet. Wasza najnowsza, skądinąd znakomita płyta to "Scarlet" czyli szkarłat. Przelecisz wszystkie kolory tęczy i zwijasz manatki?

- No nie! Przecież zawsze może być kolor marchewkowo-groszkowo-brzoskwiniowy. Ważne jest to, abyś chciał jej posłuchać. A gdy jej posłuchasz, żebyś do niej wrócił.

Rozmawiał: Jerzy J. Kaczmarek

Wstecz