Anja Orthodox z innej bajki [Nasz Olsztyniak 15.03.2007]

Nasz Olsztyniak 2007
O projekcie solowym, śpiewaniu po angielsku i ciąży rozmawiamy z Anją Orthodox, wokalistką Closterkeller, która ze swoim solowym projektem wystąpi w piątek w klubie AnderGrant.

Closterkeller na rynku muzycznym istnieje już wiele lat. Dużo się zmieniło od czasu, kiedy zaczynaliście?

— Mnóstwo. W końcu to już 19 lat. Zmieniał się skład, bo tak naprawdę od początku jestem tylko ja i prawie od początku klawiszowiec. Doświadczenie duzo daje. Występ nie jest już walkż z instrumentem, jak to było kilkanaście lat temu.

Teraz, między innymi po trasie Abracadabra Gothic Tour, okazuje się, że nurt muzyki gotyckiej znów jest popularny.

— I to od kilku ładnych lat. Zresztą nie tylko w Polsce. Gdy nagrywaliśmy z Closterkellerem „Violet”, takie zespoły jak my należały do rzadkości. A teraz ludzie zrozumieli, że to jest piękna muzyka. Duża jest w tym zasługa Internetu. Bo takiej muzyki
gostki z prasy muzycznej nie pokazywali. Pracowali tam, moim zdaniem, z reguły ludzie o wąskich horyzontach. A teraz dzięki Internetowi dużo ludzi w to wsiąka…

Ostatnia płyta Closterkeller, „Nero”, jest bardzo mroczna. Czy taki też jest Twój projekt solowy, z którym pojawisz się w Olsztynie?

— Płyta „Nero” chyba jest najczarniejsza i najciemniejsza w dorobku Closterkeller. W „Nero” dominującą pozycję ma mój czynnik producencko-
kompozytorski. Solo to nieco inna bajka. Moją
muzykę określam jako „klimatyczną muzykę filmową z
wokalami”. Bardzo dużo w tej muzyce zmieniających się
planów, nastrojów, nie ma takiego czadu rockowego.
Na scenie występuję sama, w jednej części jest gitarzysta. To jest ciągle wersja demo, bo dużo pracujemy z Closterkellerem i wciąż nie ma czasu na
więcej.

Jak doszło do realizacji projektu Anja Solo?

— Chciałam coś zrobiç sama, a granie w zespole jest sztuką kompromisów. Potrzebowałam zrealizować coś, co będzie wyłącznie moje. Kompozycje są bardzo delikatne i z pewnością nie przypadną do gustu
zwolennikom metalowego oblicza.

Nadal nie cierpisz śpiewać po angielsku?

— Nie cierpię. Mamy piękny narodowy język. Śpiewając po angielsku, irytuję się, ciągle słyszę swoje niedoskonałości i jest jeszcze gorzej. Śpiewanie w obcym języku to dla mnie, szczerze mówiąc, potężny problem „psychiatryczny”.

I nawet za granicą fani kupują Twoje płyty w polskiej wersji.

— Sś fanki z Argentyny, które czują moją muzykę w przepięknym języku polskim. To są takie fanki, że nawet kupiły zarówno komplet płyt w polskiej wersji, jak i drugi, anglojęzyczny.

Jesteś znana z gotyckiego image. Jakie stroje
preferujesz w projekcie solowym?

— Ja nie jestem żadną Jennifer Lopez. Ubrania
są różne. Jeszcze się nie zastanawiałam, które wybiorę na koncert w Olsztynie.

Kiedy planujesz trasę z Closterkeller?

— Na razie najważniejsze jest zrobienie materiału
na płytę. Nie myślimy o niczym innym w tej chwili, ani kto to wyda, ani jaka będzie okładka. Nie chcemy powtarzać błędu zespołów, które znamy. Choćby w myśleniu o tym, żeby płyta się super sprzedała. Koncertów na razie nie gramy. Przypadkiem zdarzyły się dwa w kwietniu, jeden w Tczewie, drugi w Mławie. Ale teraz jestem w ciąży, więc chyba trzeba będzie poczekać…

Adaś będzie miał braciszka czy siostrzyczkę?

— Jeszcze nie wiem, to się okaże za dwa tygodnie. Termin porodu mam na 28 sierpnia. Planowaliśmy trasę Closterkellera w listopadzie, wtedy dziecko będzie już miało dwa i pół miesiąca.

Dobrze znosisz ciążę i granie na koncertach?

— Ja tam jakoś na siebie nie dmucham. Ciąża to nie jest śmiertelna choroba. No, chyba że będę jeździć kolaską po kocich łbach (śmiech). Z Solo gram kilka koncertów. Gorzej byłoby z Closterkeller, tam są tak forsowne wokale, że nie dałabym rady. Zobaczymy w listopadzie, to będą dopiero jaja. Prawdziwe rzucenie się na głęboką wodę.

Rozmawiała: KATARZYNA JANKÓW-MAZURKIEWICZ

Wstecz