wywiad - "Wave metal" [Tylko Rock 3/1995]
Anja Orthodox i Paweł Pieczyński nie kryją, że są bardzo zadowoleni z najnowszej płyty Closterkellera - "Scarlet". Ciszą się też bardzo z okładki, którą zaprojektował im Piotr Rosiński. "To prawdziwy artysta i piękne są te nasze zohydzone mordy w książeczce" - komunikuje mi Anja. W czasie godzinnej rozmowy okazuje się, że ma w zapasie jeszcze wiele innych zaskakujących zwierzeń. Otóż nie martwi ją coraz silniejsza damska konkurencja w polskim rocku, bo "dziewczyny fajniej śpiewają od chłopaków". Zapewnia, ze do Heya nic nie ma, a tylko nie chciała chwalic, gdy utarło się, iż chwalic należy. Słysze tez, że bardziej się jej podobał "Sen" Edyty Bartosiewicz w pierwotnej, anglojęzycznej wersji. Że w ogóle słucha coraz mniej muzyki, bo tęskni za ciszą. I że właściwie boi się mówic o naszym rocku, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto opacznie zrozumie jej słowa. Paweł Pieczyński najwyraźniej nie ma takich obaw. Chętnie wymienia swój ulubiony polski zespół. Jest nim Apteka. "Za totalny spontan", jak mówi. "Za to, że są poza układami. Po prostu - wyluzowana kapela, której fajnie sie słucha". A oto, co jeszcze wybrałem z naszej - tez wyluzowanej - rozmowy. Anja Orthodox: Praca tak dziwnie szła. Zrywami. Tydzień z czadem, potem tydzień, że nikomu nie chciało się grac... Dużo numerów zrobili, kiedy mnie nie było. Nie było mnie dlatego, że nagrywałam angielskie wersje do "Violet". Może cos z tego wyjdzie? W ogóle nie cierpię nagrywac po angielsku, bo zawsze musze się koncentrowac na wymowie. Wściekam się, irytuję. Wiemy, że się podobamy szefowi PolyGramu na Europę Wschodnią i może zawalczymy gdzies za granicą. Paweł Pieczyński: Gramy trochę nietypową muzykę. Ale zawsze będzie to jakaś kontynuacja, bo głównie Anka nadaje klimat zespołowi. A: Raz zupełnie zwariowali i przygotowali numer Temple Of Time. Paweł zawsze przynosił jakieś śliczne tritu pitu, a tu wyleciał z taką rzeczą. Krzysiek od razu się ucieszył, bo z niego stary metalowiec... P: Trudno jest mi mówic co mnie inspiruje. Wyszło z palców i tyle. A: Nie bardzo mi to pasowało. I akurat graliśmy na koncercie Piersi w Niemodlinie. Tam Titus zgubił zespół i rano podróżował z nami po knajpach. Panowie się sfriendowali i stanęło na tym, że on to zaspiewa. Już dawno miałam napisanmy tekst i tylko przetłumaczyliśmy go na angielski, bo Titus śmiertelnie boi się śpiewac po polsku. W innym numerze zgodził się zrobic mi chórki i był przerażony, że musi zaspiewac słowa "Czy wiesz"... Trzy miesiące przed płytą pojechaliśmy do studia w Boguchwale pod Rzeszowem. Tam nagraliśmy demo. Po przesłuchaniu go wyciągnęliśmy wniosek, że numery czadowe są tysiąc razy lepsze od numerów spokojnych. W związku z tym wyleciały dwa popowe, bardzo przebojowe kawałki. Tylko Scarlett został, bo tytułowy i taki ładny. Dodaliśmy trzy mocne numery, podziałaliśmy w aranżach - postaraliśmy się, żeby to wszystko było bardziej spójne. Komponując gramy to, co akurat w danej chwili mamy w sobie i dlatego zawsze jest ogromny rozrzut. Ja nie trzymam się tu mojego starego stylu, dużo jest bardzo mocnych zaśpiewów... Potem testowaliśmy ten materiał na wielu reprezentatywnych przedstawicielach gatunku ludzkiego (śmiech). Słuchaliśmy także ich opinii i uwag. P: Ludzie, którzy pracowali z nami w Boguchwale stwierdzili, że jest to najbardziej szczera płyta Closterkellera. A: Jest numer śpiewany po francusku. Taneczny, taki wygłup. Numer z czasów, gdy Paweł był w Belgii i miał tam manchesterską kapelę, Naufrages du Silence... Musiałam powyciągac straszne góry w chórkach. Wściekłam się i w końcu coś z siebie wydusiłam. Zrobiłam to na tyle dobrze, że jak Krzyśkowi w domu ten numer puściłam, to nie poznał, ze to ja. P: Ja zagrałem pierwszy riff w tym zespole, ale tak jak Anka wychowałem się na muzyce nowofalowej. A teraz jestesmy bardzo otwarci, słuchamy różnej muzyki. A: Bardzo często pytają nas jak komponujemy. Najpierw ktoś rzuca pomysł, ja układam linię wokalu tak, jak czuję - żeby siebie wyrazic. Zasadniczo każdy układa sam partię swojego instrumentu. Jezeli ktoś się wtrąca - to ja. Najczęściej do klawiszy, czasami do gitary. P: Ma bardzo fajne pomysły. Może jej wkład polega na tym, że czasami pomaga, a czasami - przeszkadza. Ale więcej pomaga. Kiedy mam wątpliwości - zdaję się na jej gust. A: Czasami zagra coś zajebistego i zapomina, dalej gra już coś gorszego. A ja mam to nagrane na kasecie, bo dużo naszych prób nagrywam i mówię: "sorry man, ale musisz to powtórzyc..." Pamiętam jak zmusiłam Pawła do zagrania riffu W moim kraju: "stąd dotąd musisz zagrac coś super". My bardzo na czuja robimy muzykę. Moim zadaniem jest ustalenie ogólnego kształtu muzycznego, jakichś ram. P: Męczymy się we czwórkę na próbie, już nie wiemy, co jest dobre, a co złe... Anka wejdzie i wyłapie to, co dobre. Na nowej płycie jest siedemnaście numerów, na kasecie - czternaście. Pięc moich, pięc Krzyśka, dwa Anki, po jednym Michała, Pawłosia i Jacka Skiruchy. A: Ale tak naprawdę jest to zespołowa praca. P: Wyróżniłbym Broń. Jest tam połączenie transowych rytmów i czadu. Lubię grac Tak się rodzi nienawiść. Bardzo tez lubię numer Brylant Jacka Skiruchy i Mogę tylko patrzec. Jest bonusem na płycie. A: Przypomnieliśmy ten kawałek dla starych fanów... Paweł wymienił numery, które ja bym wymieniła... (śmiech) I jeszcze chciałabym zwrócic uwage na Dla jej siostry i A ona, ona. Taki piękny, siedmiominutowy, cold wave`owy kawałek, strasznie dołujący...... Taki ukłon w stronę ubranych na czarno, do których nadal się zaliczam - przynajmniej w głębi duszy. CZĘŚC II - ŻYCIE I SZTUKA A: Nie chcę byc solistką, bo mi się to kojarzy z takim czerstwym piosenkarstwem. Aczkolwiek od lat mam ochote nagrac płyte solową. Bardzo nostalgiczną, powiewną. Myślę, że znajdzie się tam numer, który nie wszedł na "Scarleta". Ma roboczy tytuł Klocek... P: Bywało bardzo dobrze w zeszłym roku. A: W początku roku zarabialismy duże pieniądze. Graliśmy w Teatrze Powszechnym, w "Wariacjach goldbergowskich". Byliśmy takim wściekłym zespołem rockowym, który symbolizował lud Mojżeszowy, tańczący wokół Złotego Cielca. Robiliśmy demolkę, łącznie z kopaniem aktora. P: Najważniejsze jest, żeby robic to, co się lubi. Zawód muzyka jest świetny. Ma się dużo wolnego czasu. Podróże... Wolę zarabiac poniżej średniej krajowej, ale miec satysfakcję z zawodu. A poza tym robię jeszcze coś innego: ucze francuskiego. A: Jest to naszym wyborem. Nie gramy komercyjnej muzyki. Robiąc utwory nie patrzymy na przebojowośc, tylko staramy się wyrazic artyzm, który w nas drzemie. P: Prawie nie gramy skal bluesowych, rockowych. Najczęściej jest to połączenie nowej fali z orientalizmem... A: Nie wiem, o czym on mówi (śmiech). Jakkolwiek bym zaśpiewała, zawsze będzie, że Closterkeller gra starą, zimną falę. Bardzo pięknie nas nazwano na spędzie w Niemczech: wave metal. wysłuchał Wiesław Królikowski |