Zimowa deprecha - felieton [Teraz Rock 2/2006]

Felieton z serii "Łobi Jabi"

ZIMOWA DEPRECHA

Kolejna Orkiestra Świątecznej Pomocy za nami. Kolejna góra kasy zebrana dla chorych dzieci i ogólnie euforyczny nastrój w narodzie. Po raz pierwszy (!) nie brałam w niej udziału. Nie tam żeby coś szczególnego - po prostu część zespołu była za granicą. No więc siedziałam sobie w domu przed telewizorem i po raz pierwszy oglądałam wszystko na szklanym ekranie. W związku z tym mój felietonik powinien być nasycony radością i postorkiestrową euforią. Chciałam żeby tak było. ale jakoś mi nie wychodzi...
To chyba zimowa deprecha, która wielu z nas dopada ostatnio.
Pod paroma względami to fajnie, że w tym roku wreszcie nie muszę zbierać razów, za to na przykład, że występujemy z playbacku. Taki wymóg organizatorów na większości imprez styczniowej Orkiestry ze względu na ujemne temperatury. Ci więc mają nam za złe, że chcemy grać na żywca, zaś publiczność, że "oszukujemy" z playbacku. Inna grupa z kolei łazi zmarszczona i zniesmaczona, że Anja Orthodox fałszowała, że "głos już nie ten" i inne takie - pomimo, że np. playback, z którego graliśmy, pochodził z płyty sprzed 12 lat. Jeszcze inni tropią dzielnie wszelkie możliwe potknięcia i pozasceniczne ruchy zespołów. Debilne newsy rozchodzą się oczywiście jak kręgi na wodzie pośród młodzieży. I czasem mam wrażenie, że efektem naszego grania na mrozie w dwóch lub trzech miastach z rzędu (potem przypłacanego na ogół regularną grypą) jest głównie wielka pretensja wokół.
I diatego ze wstydem zauważyłam u siebie jakieś takie poczucie ulgi w tym roku. A dodatkowo także poczucie pewnego komfortu psychicznego związanego z tym, że nie musiałam na siłę być radosna i "um pa, umpa" jak to w klimatach "owsiakowych" jest pożądane. Na szczęście nie na wszystkich imprezach, ale na wielu z jakiegoś powodu nie uchodzi być poetyckim czy klimatycznym. W wypowiedziach wypada się przekrzykiwać z samym sobą i ewentualnie z prowadzącym rozmowę (jeżeli ten w ogóle nas słucha), a muza ma być skoczna, jakaś folkowa, punkowa czy cholera wie jaka, byle "radosna".
Tak jakby sztuka bardziej wyrafinowana czy smutniejsza miała już nie pozyskać ludzi dla idei zbierania na dzieci w potrzebie. Czy ja jakaś dziwna jestem, że lubię takie właśnie klimaty, a tamtymi wymiotuję? I że jedyne, co pozytywnie zapamiętałam w sensie muzycznym z transmisji tej Orkiestry to fragment koncertu Hedone z Łodzi!
Jestem świnia, bo przypieprzam się do tak szlachetnej imprezy! Ależ skąd!
Na maxa owsiakową inicjatywę popieram. I wierzę, że ta kasa naprawdę trafia gdzie ma 'trafić, więc co roku dorzucam się do niej z przyjemnością i zaufaniem. Ale to nie znaczy że ogłuchłam na muzykę. Idea ideą, a muza muzą.
Uparcie i bezczelnie lubię piękno-mroczne klimaty, więc chciałabym, żeby i tam były. Skąd i po co ten antyklimaciarski rasizm?
Zimowa deprecha żre mnie na całego... Cholera jasna, kiedy będzie wreszcie ciepło?! I jasno!!
Jak można z własnej woli być polarnikiem, albo wspinać się w Himalajach!
Ło rany... Ja chcę na Hawaje...

ANJA ORTHODOX

Wstecz