Nadzieja - felieton [Teraz Rock 12/2005]


Felieton z serii "Łobi Jabi"

NADZIEJA

Pojawiły się dziwne zarzuty pod moim adresem - że nie piszę o muzyce.. Znaczy, że co? Muzyk zdaniem niektórych to już o niczym innym nie myśli poza graniem! Ale łudzę się. że takie problemy biorą się stąd. że nasi drodzy rodacy zawsze muszą znaleźć coś, do czego się przyczepią. Co takiego jest w kłótni, że tak jej Polacy szukają? Może chodzi o to, że adrenalina się wydziela i daje te takie jakieś doznania, co to inni ich poszukują skacząc np. na bunge? Co prawda-z dwojga złego ja już chyba bym wolała się kłócić.. No. ale ponieważ u mnie z poziomem adrenaliny jest wszystko OK i nie odczuwam niedomiarów, to staram się konfliktów unikać i zastępować je konstruktywną dyskusją i próbą zrozumienia rzeczy, które wydadzą mi się dziwne.

Nie wszyscy, którzy przyszli na koncerty na naszej trasie Abrakadabra Gothic Tour (czyli Closterkeller i Artrosis), dzielą ze mną takie spojrzenie na świat. Co tu ukrywać - te zespoły dzierżą palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o popularność na naszej mroczno-rockowej scenie i nigdy wcześniej nie graliśmy koncertów razem. Niektórzy przybyli na te koncerty jak Krzyżowcy - walczyć niewiernymi. Przygotowani, aby zagwizdać stronę przeciwną, opluć "kontrfanów" i w ogóle zademonstrować swoje mocne "niezależne" ego. Jedni za Closterem, inni za Artrosisem. Obejrzeć jak zgrzytamy na siebie nawzajem i jak krew nas zalewa, gdy skandowana jest przeciwna nazwa. Nawet przez moment nie założyli, że muzycy z tych zespołów mogą się po prostu lubić. Co więcej ? lubić swoją muzykę i doceniać się nawzajem jako artyści. A myśmy wycięli po prostu takiego jackassa, że połączyliśmy się w jeden zespół. Blisko trzygodzinny set składał się z poprzeplatanych (co dwa trzy kawałki) utworów Artosis i Closterkeller, na dodatek z pozamienianymi partiami instrumentalnymi, a zwłaszcza wokalistkami. Nie dawało się wygwizdać jednego zespołu w tej sytuacji, aczkolwiek dawały się na początku słyszeć takie próby. Nie mam zapędów misjonarskich, ani nauczycielskich. Niemniej jednak cicho kwili we mnie jakaś nadzieja, że może nasze koncerty nauczyły kilka osób. że może lepiej budować niż burzyć. Że współpraca więcej daje niż walka. Ze tworzenie ma sens, a destrukcja szkodzi także niszczącemu.

No i łyżka dziegciu. Wydawało mm się, że jesteśmy tacy max zajebiści i pionierscy z tym naszym pomysłem, aż ktoś mi powiedział, że taki myk wykonała już Metallica z Sepulturą.
No OK - ale oni tylko jeden koncert, a my trasę! No cóż... tak się pocieszam strącona z pionierskiego piedestału Ależ to była fajna trasa! No, ale miałam wreszcie pisać o muzyce, to nie będę rozwijała tego dalej. Ale po co o muzyce? Muzyki to trzeba słuchać i przeżywać, a nie o niej gadać. Czy pisac.

ANJA ORTHODOX

Wstecz