BLUE - pierwsze wydanie
Jest lepsza od pierwszej. Całkiem dobra płyta, chociaż tak naprawdę nie mieliśmy jakichś nowych pomysłów i był wtedy kryzys personalny w zespole. Tę płytę nagrywaliśmy dwa razy, najpierw tylko na ośmiu śladach i z automatem perkusyjnym. Przy drugim podejściu, pojawili się nowi muzycy Robert Ochnio i Michał Rollinger - i odcisnęli swoje piętno na materiale. Moje ulubione utwory: "Tu nie ma nic", "Jeszcze jeden dzień", "Blue". Teraz Rock, grudzień 2003 To bardzo mistyczna, chyba najbardziej nostalgiczna nasza płyta. Jej poważnym atutem jest udział Roberta Ochnio. To znakomity gitarzysta, jeden z najlepszych jakich znam. Feeling, pomysły, wyobraźnia... Szkoda, że ma chopla na punkcie innej muzyki. Nie będę opowiadała o niezapomnianych wrażeniach, jakich dostarczyła nam współpraca z SPV. To stare, od dawna wyjaśnione sprawy... Brum, maj 1997 Wtedy znowu nie mieliśmy żadnego nowego pomysłu. Nawet nie myśleliśmy, że "udoskonalimy tę konwencję". Po prostu zrobiliśmy następny materiał. Z tym, że robiony był w innych warunkach. Właściwie komponowaliśmy to tylko ja i Tomek Grochowalski, bo wtedy był poważny kryzys personalny w zespole. Przemek Guryn wyjechał do Stanów, gitarzysty zabrakło... Płyta była nagrywana dwa razy. Pierwszy raz - jak pierwsza - na ośmiośladzie, z automatem perkusyjnym. Wtedy braliśmy gitarzystów z boku: Mikis Cupas, Jasiu Kidawa... A później w studiu pojawił się szesnastoślad I Andrzej Puczyński powiedział "Wynocha z tym materiałem, to jest lista przebojów Wehrmachtu" (bo było to bliskie "PURPLE") i zaczęliśmy nagrywać z "żywymi" bębnami. Jakoś znalazł się Robert Ochnio, który jest dla mnie gitarzystą rewelacyjnym. Bardzo dużo wniósł do muzyki. W ogóle na tym drugim "BLUE" odcisnęli swe piętno nowi muzycy, bo jeszcze doszedł do zespołu Michał Rollinger... W tamtych czasach miałam bardzo przykre przejścia osobiste i to się odbija w tekstach... Ta płyta ostatecznie wyszła na kompakcie tylko w wersji angielskiej i mnie to dodatkowo zdołowało. Nie lubię po angielsku śpiewać, a wtedy jeszcze poszła fama, że jesteśmy kapelą anglojęzyczną. Teraz nie dałabym się wpuścić w maliny, ale wtedy dalej byliśmy zieleni. Zresztą SPV naobiecywało nam tyle, ile się tylko dało. I powiedzieli, że skoro kompakt jest na rynek niemiecki, to musi być po angielsku, a tylko kaseta wyjdzie po polsku.... Tylko Rock, czerwiec 1996 |




