"Dziecko czy kariera?" [M jak Mama 9/2007]

M jak Mama 9/2007
BEZ PRZERWY NA DZIECKO

Ambitne i utalentowane. Znane aktorki, piosenkarki, dziennikarki i... wspaniałe mamy. Nie odkładają ciąży z obawy o karierę. Ale też nie rboią sobie przerwy na dziecko. Mimo coraz bardziej widocznego brzuszka, pracują jak dawniej, a po porodzie zwykle szybko wracają do zawodu. Wstają w środku nocy, przewijają, karmią, niańczą. Potem pędzą do studia czy na plan filmowy. I są świetne!

Anja Orthodox. Wokalistka, mama czternastoletniego Adama, wkrótce urodzi drugie dziecko:

Przez całą ciążę pracowałam normalnie. Oczywiście, tych koncertów nie było aż tak dużo, a na próby też nie musiałam chodzić codziennie. A jak młody zaczynał kopniakowanie, to robiłam sobie krótką przerwę. Ale nie cackam się ze sobą nadmiernie. Lekarz powiedział mi, że dawno nie widział tak zdrowej postawy u kobiety w ciąży. I że inne powinny brać ze mnie przykład. No, może nie zalecałby im tylko grania ostrych, mocnych koncertów rockowych (śmiech). Ja czułam się dobrze, więc nie widziałam powodu, by przerywać pracę.

Tak samo pracowałam, gdy miał się urodzić Adaś. Ale - nauczona na własnych błędach - już tak nie szaleję na scenie jak 15 lat temu. Pamiętam, że gdy wtedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, trzy dni później graliśmy koncert w Siedlcach. Wyszłam na scenę i pochwaliłam się fanom: "Słuchajcie, wam pierwszym powiem superwiadomość: będę miała dziecko! I bardzo się cieszę!". Oni wstali i zaśpiewali mi "Sto lat", zapanowała wielka radość... Dwa utwory później poślizgnęłam się i upadłam na tyłek. A mikrofon, który trzymałam w ręku zebrał te dźwięki i po sali rozległo się głośne "buuuum". Zapadła głucha cisza...

Gdy byłam w piątym miesiącu, na koncercie w Chorzowie zrobiłam "młynka", czyli zamachałam głową i... ponownie padłam jak długa. Pamiętam twarz klawiszowca i jego "he, he, he", a potem "o Jezu!". Znieśli mnie ze sceny, zaczęli cucić, a ja się uparłam: "dokończę ten koncert!", bo zostały trzy utwory, a kręciła nas telewizja.

Pod koniec ciąży nagrywaliśmy jeszcze płytę "Violet". Wokali nie dałam rady pociągnąć, więc dogrywałam je z dzieckiem przy piersi - Adaś miał wtedy trzy tygodnie! W studiu było super: godzina nagrywania i półtorej godziny karmienia. Realizator nagrań po prostu oszalał. Powiedział, że to najbardziej "pojechana" sesja nagraniowa, jaką w życiu widział.

Pierwszy koncert Adaś zaliczył, gdy miał dwa miesiące. Z Kubusiem będzie podobnie. Z tym, że jego zabierzemy od razu w dużą trasę koncertową. Z powodu jego urodzin przesunęliśmy ją nawet z września na listopad. Może to dobrze, że młody nie wie jeszcze, co go czeka...

Rozmawiała: Ewa Anna Baryłkiewicz

Wstecz