"Drugi syn w drodze" [Gala 5/2007]

Gala 5/2007 Gala 5/2007

Anja Orthodox, księżniczka gotyckiego rocka, po raz drugi zostanie mamą. ?Gali? opowiada, dlaczego już umie być wierna i jak żyje się z partnerem młodszym o dwanaście lat. Bała się przyznać czternastoletniemu synowi z pierwszego małżeństwa, Adamowi, że jest w ciąży. Że będzie miał brata. Spodziewała się burzy, a usłyszała: ?Super, mamo, będę mógł się z nim bawić??. Miłość zwycięża wszelkie przeszkody. Dlatego dała się porwać temu uczuciu. Odeszła od mężczyzny, żeby związać się z Mariuszem. Jej ukochany jest muzykiem rockowym, razem nagrywają nową płytę zespołu Closterkeller. Mimo że Mariusz jest młodszy, ma mocny charakter. Zaszła w ciążę, bo... on tak chciał.

Gala 5/2007 Gala 5/2007


GALA: Jak się czujesz?

ANJA ORTHODOX: Na początku było koszmarnie, a teraz czuję się coraz bardziej jak słoń albo mastodont. A najgorsze, że wiem, co mnie czeka. Wielki brzuch, bolący krzyż, po dwóch miesiącach człowiek marzy tylko o jednym, żeby zgiąć się wpół. Do tego moja totalna anemia w połączeniu ze strasznie niskim ciśnieniem, jestem jak zwiędły liść.

GALA: Poród?

Gala 5/2007 A.O.: Raz już przez to przeszłam, to była masakra, najgorszy koszmar, jakiego zaznałam w życiu. Lecz choć się boję, to na cesarkę się nie zdecyduję. To nie jest korzystne dla dziecka. Dzieci po cesarkach mają różne powikłania i wolę się poświęcić, byle maluch miał lepiej. Wykupię po prostu znieczulenie, ono wystarczy.

GALA: Reklamą macierzyństwa to ty nie jesteś.

A.O.: Raczej nie jestem reklamą porodu. Bo dzieci uwielbiam! Zawsze powtarzam znajomym, że posiadanie dziecka to najpiękniejsza rzecz w życiu. Nadaje sens naszej egzystencji.

GALA: Nie chcę wypominać ci wieku, ale...

A.O.: Cała różnica w tym, że powinno się robić badania prenatalne. Zrobiłam i wykazały, że bobas jest super zdrowy i że to chłopiec! Teraz ze spokojem trzeba zdrowo żyć i się cieszyć. Chociaż przyznam, że jak większość ?czterdziestek? mających już duże dziecko, pożegnałam się z myślą o następnym. Gdy byłam młodsza, marzyłam, by mieć kilkoro dzieci, ale życie tak mi się układało, że nie było okazji.

GALA: Byłaś samotną matką?

A.O.: Samotna nie byłam. Choć rozwiodłam się kilka lat po urodzeniu Adama, to potem byłam w związkach, ale...

GALA: Krótkoterminowych?

A.O.: Nawet w długoterminowych, jeden trwał cztery lata, drugi dwa i pół. Ale moi partnerzy byli tacy, że nie było klimatu do zakładania rodziny. Pogodziłam się z tym. Po czym poznałam Mariusza...

GALA: Miłość od pierwszego wejrzenia?

A.O.: Na początku to była fascynacja czysto artystyczna, bez żadnego podtekstu. Mariusz jest gitarzystą, zaprosiłam zespół, w którym grał, żeby wystąpił przed Closterkellerem na trasie. Wyczułam w nim niezwykłego, twórczego ducha, tak że odjechałam i pragnęłam, żebyśmy zrobili coś wspólnie. A on? Miał podobnie. Powiedział mi: ?Nie znoszę bab na wokalu, zwłaszcza w takiej muzyce, ale kompletnie wsiąkłem, nie mogę przejść obojętnie?. Zaczęliśmy kombinować coś razem muzycznie, zapraszałam ich na wspólne występy. Po którymś koncercie siedzieliśmy razem cały czas, aż mnie zespół wyciągnął za łeb do furgonetki, bo musieliśmy jechać. Zaczęli mnie pytać, czemu cały czas byłam tylko z nim. A ja wtedy najpierw odpowiedziałam: ?Zakochałam się?, a potem sobie to uświadomiłam. Zdębiałam. ?A on?? - dociskali. I wtedy zrozumiałam: ?On chyba też? - uświadomiłam sobie, że chociaż zawsze rozmawialiśmy tylko o muzyce i sprawach neutralnych, to między nami jest jakaś niebywała, kosmiczna więź.

GALA: I co?

A.O.: Po raz pierwszy w życiu zaczęłam od serca, bardzo długo nie było między nami kontaktu fizycznego. Całe życie byłam ?kosiarą?, bywało, że rano pytałam facetów o imię. A z Mariuszem wystarczyło, że tylko rozmawialiśmy. Przez telefon lub Internet - on mieszkał w Bielsku-Białej, a ja w Warszawie. Aż uznaliśmy, że jest sprawa, którą trzeba rozwiązać.

GALA: Takie decyzje przez telefon?

A.O.: I Internet! W dużej mierze! Co było robić? On pracował jako grafik 3D w dużej firmie i był zawalony pracą. Też nie miałam możliwości tak jeździć. Poza tym były ciągle nasze niezakończone związki. Chcieliśmy uniknąć obrzydliwości zdrad i krętactw wobec naszych partnerów. Daliśmy sobie czas na przemyślenie i decyzje. To było okropne patrzeć, jak Mariusz przeżywał tę sytuację. Był z tamtą kobietą prawie 10 lat! Stałam z boku do końca, nie naciskałam. Niemniej to, że się kochamy, pierwszy raz powiedzieliśmy sobie jednak osobiście, gdy mieszkaliśmy już razem.

GALA: Długo to trwało?

A.O.: Wydawało mi się, że wieki, ale tak naprawdę to po czterech miesiącach byliśmy już wolni. Mariusz powiedział, że traktuje mnie bardzo poważnie, że chce, by ten związek był na zawsze.

GALA: Piękna deklaracja.

A.O.: I odważna. Różnica wieku między nami to 12 lat. W głupią stronę.

GALA: Młodszy?

A.O.: Tak. Choć od początku zaznaczałam kwestię swojego wieku, to on odpowiadał, że jestem piękną kobietą i młodo wyglądam. Ale na koniec drań wrednie chichotał: ?Wyglądasz na starszą ode mnie, ale nie aż tyle!?. Mimo że on jest rockandrollowcem, to wyjątkowo serio podchodzi do siebie i życia. Ufam mu. Jest ode mnie dojrzalszy i poważniejszy! Ale pantoflem nie jest - niezły z niego samolot.

GALA: Inny by cię znudził.

A.O.: Pewnie tak. Jest między nami niesamowite porozumienie pozawerbalne, emocjonalne, o wielu rzeczach nie musimy rozmawiać, doskonale się wyczuwamy. Nasze życie jest takimi porozumieniami drobniutkimi ułożone. Na przykład on lubi czasem być sam, a ja wolę spać sama - i nie ma żadnych kwasów. Mamy prawie identyczne fobie i lęki egzystencjalne, bardzo podobne klimaty w duszy.

GALA: Kto chciał dziecka?

A.O.: Mariusz pewnego razu zahaczył: ?Wiesz... bo dla mnie poważny związek bez dziecka nie istnieje?. Potem drugi raz i trzeci... I spiralka poszła w odstawkę, a kalendarzyk do ręki (śmiech).

GALA: Nie bałaś się?

A.O.: Czego? Czuję się zdrowa, młoda, pełna sił i radości. Dam radę na pewno. O innych rzeczach staram się nie myśleć, bo jednak już dawno się rozleniwiłam i wyrosłam z pieluch. Mój syn ma już 14 lat! Gdy podjęliśmy decyzję, zaczęło się dbanie o mnie, tym zajmował się Mariusz. Odstawiłam alkohol, używki, przestawiłam na witaminy i minerały. Ale dopiero po czterech miesiącach się udało. Już byłam załamana.

GALA: Czym? Przecież to naturalne.

A.O.: W moim przypadku powinno dziać się szybko. Z pierwszym synem udało się za pierwszym podejściem. Innym razem też, tylko straciłam tamtą ciążę. A tu cztery miesiące czekania, które spowodowały u nas dziesiątki wzlotów i upadków na dno zwątpienia. Chociaż za drugim i trzecim razem kłóciliśmy się, zamiast to dziecko robić. Obrażeni na siebie spędzaliśmy noce osobno (śmiech).

GALA: O co poszło?

A.O.: O jakieś głupoty, okruszki niestarte z blatu czy źle powieszony ręcznik. Raz o muzykę chyba. A potem na moje sugestie, że ?dzisiaj jest ten dzień?, gonił mnie na drzewo, krzycząc, że nie jest buhajem. I tak w te najważniejsze dni napięcie nerwowe uniemożliwiało wszystko.

GALA: Dalej się kłócicie?

A.O.: Strasznie nie, ale ponieważ oboje jesteśmy krytyczni wobec siebie, to czasem nie ma przebacz. Mariusz jest typem dominanta, ale takiego cichego, ?przyczajonego?. Nawet mi to odpowiada, bo ja jestem ?dominantem jawnym? i do tej pory faceci sami mi włazili pod pantofel. A ten się stawia, piekielnik, a poza tym jest bardzo inteligentny.

GALA: Inteligentnemu więcej wybaczysz?

A.O.: To najważniejsza cecha, jaką cenię u ludzi. Od dawna wymarzyłam sobie takiego faceta: miał być rockandrollowcem z długimi włosami i tatuażami, taki ?ahoj, przygodo?, a do tego zarazem informatyk, komputerowy fascynat. Komputery dlatego, że to moja największa pasja obok muzyki. Miał być twórczym artystą i facetem stojącym twardo na ziemi. Szalonym i poważnym. Czyli ideał nierealny, którego nawet nie było sensu szukać. I nagle spotkałam Mariusza. Pamiętam moment, jak mi powiedział, że skończył studia informatyczne. Zrozumiałam, że poległam! (śmiech).

GALA: A co twój syn na to wszystko?

A.O.: Zaakceptował mojego partnera i polubili się bez problemu. Ale z kwestią dzidziusia to, oj! Adam jest już dorastającym rockmanem, nastolatkiem słuchającym mocnego rocka i zapuszczającym włosy. Już byłam w ciąży i nadal bałam mu się to powiedzieć... W końcu powiedziałam. I co? Wielki entuzjazm! Uff...

GALA: Teraz w zespole Closterkeller grasz z Mariuszem i twoim byłym mężem, ojcem Adama, Krzysztofem?

A.O.: Oni się dobrze dogadują, a już wręcz doskonale bawią. Czasem, aż za bardzo... Gdy się poznali, to aż musiałam przyjechać i rozpędzić towarzystwo, gdy balanga wkraczała już w drugą dobę. Rozumieją się też w muzyce, gdyż obaj są wspaniałymi muzykami i artystycznymi duszami. Mamy teraz bardzo twórczy okres, pracujemy nad nową płytą, czuję, że w tym nowym składzie grupy uda nam się zrobić wielką rzecz.

GALA: Krzysztof, były mąż, już kiedyś grał razem z tobą.

A.O.: Odszedł od Closterkeller na początku 1999 roku, gdy się rozstaliśmy. Teraz możemy znów razem grać, czas wiele zmienił i mamy swoje życia. Wtedy nie chciał ze mną się widywać, to zrozumiałe. Byłam czarnym charakterem tej historii. Dopiero kilka lat po naszym rozstaniu, gdy wreszcie zaczęłam dojrzewać, zdałam sobie sprawę, ile zła wyrządziłam w życiu. Ale nie chciałam tego! Tylko tak wychodziło, bo postrzelona byłam. Niespokojny duch, atrakcyjna kobieta - świat leżał u mych stóp, a ja z niego korzystałam.

GALA: Męskie podejście?

A.O.: Zdecydowanie tak. Oczywiście bawiłam się świetnie, wspomina się miło, ale czasem odbywało się to czyimś kosztem. Za mną długi szlak znaczony męskimi łzami. I ludzką krzywdą. Refleksja złapała mnie późno.

GALA: Coś się wydarzyło?

A.O.: Po prostu zaczęłam dojrzewać. Parę lat temu odkryłam szczęście płynące z bycia wierną. Aż się zdziwiłam... Może dla innej kobiety jest to normalne, ale dla mnie było wielką ofiarą. Wyrzeczeniem, jak rzucenie papierosów dla nałogowego palacza. Napisałam piękny tekst do piosenki: ?Zamiast pochodnią szybko wypaloną, będę wierną rzeką, którą znasz...? itd., po czym okazało się, że tamten Romeo był jeszcze lepszy ode mnie, zdradzał mnie straszliwie.

GALA: Zabolało?

A.O.: Jasne! Acz dość filozoficznie to przyjęłam. Uznałam, że mi się należało. Powinnam wreszcie dostać po dupie i dostałam.

GALA: Jak rodzice Mariusza przyjęli wasz związek?

A.O.: Uważają, że to dorosły facet, wie, co robi. I nie ma sprawy, bo w ich rodzinie któraś babcia żyła z mężem młodszym o 16 lat i stanowili zgodną parę. Ostatnią Wigilię spędziliśmy u nich, ja byłam jakaś ospała, aż było mi wstyd: syn przedstawił rodzicom swoją kobietę, a ona osuwa się przy stole. Dopiero dzień po świętach uprzytomniłam sobie, że coś mi się tam opóźnia. Kupiłam w aptece test ciążowy i... bingo! Wysłałam Mariuszowi MMS-a - zdjęcie dwóch kresek bez komentarza. Nie wypaliło - nie wiedział, co to jest.

GALA: Dziadkowie się ucieszyli?

A.O.: Moją mamę zatkało, choć przecież ją uprzedzałam od dawna. A rodzice Mariusza to dopiero mieli odlot. Dosłownie! Bo w lutym wylecieli do Australii, aby być blisko siostry Mariusza, bo ona jest w ciąży i chcieli przy niej być. Hi, hi! W przeddzień wylotu powiedzieliśmy im o naszej niespodziance. Teraz mają rozdwojenie jaźni, tam na antypodach! (śmiech)

GALA: Widzę, że masz dobry okres w życiu?

A.O.: Przygotowujemy piękną, nową płytę z zespołem Closterkeller. Mam dobrego, kochającego partnera. 1 września pojawi się dzidziuś. Nie sądziłam, że jeszcze tak będzie. Teraz czuję się bardzo szczęśliwa. Choć wyobraźnia czasem podpowiada mi najgorsze koszmary rozwoju sytuacji, to nauczyłam się z tym żyć. Tak, tak, wiem, że trzeba myśleć pozytywnie, odgonić rzeźnickie myśli. Ale jestem gotycka, to w końcu mój zawód (śmiech).

Rozmawiał Roman Praszyński
Nr 20/2007, od 14 do 20 maja

Wstecz