200 razy Sukces [Sukces 1/2007]

Z dala od trendów

Anja Ortodox, wokalistka zespołu Closterkeller. Od 18 lat "robi muzykę", którą kocha. Już wie, że bunt to nie darcie japy, jak to nazywa, tylko konsekwencja w tym, co się robi.

Na początku lat 90. mówiło się o niej: najbardziej obiecująca wokalistka rockowa. W dwa lata od rozpoczęcia muzycznej kariery dotarła na szczyt. Kochali ją fani festiwalu w Jarocinie, ale leż grzeczne dzieci z żoliborskich domów, które od życia chciały czegoś więcej niż dobrej edukacji i samochodu. Nazywano ją boginią gotyku. Jej wizytówką były czarne, długie włosy, mocny makijaż, czarne ubrania. Dokładnie tak wygląda na zdjęciu w "Sukcesie" z 1992 roku. Ostra, konkretna, drapieżna. - Nigdy nie zapomnę, jak ustawiała swoich chłopaków na próbach - śmieje się jej dawna fanka. - Była szefem całego zespołu, również menedżerem. Oskarżano ją o liczne romanse, alkohol, życie na krawędzi. Potem nagle zniknęła.

W każdym razie myślano, że zniknęła, bo wśród publiczności rockowej ciągle była tak samo popularna. W takich gazetach, jak "Tylko Rock", Closterkeller plasował się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych zespołów. Anja zawsze powtarzała: Dystansuję się od trendów w muzyce. Idę swoją drogą. I twardo trzymała się tych słów. Czy było warto? - Za swój największy życiowy sukces uważam to, że Closterkeller cały czas istnieje. Już 18 lat robię muzykę, którą kocham, rozwijam się artystycznie - mówi Anja dzisiaj. A czy nie boli ją to, że wie o tym niewiele osób? - Nie wiedzą ci, którzy słuchają radiowej papki. Ciągle mamy wielu fanów swojej muzyki. I na szczęście ciągle jest to młodzież. Zresztą nawet wtedy, kiedy byliśmy bardziej znani, to i tak wszyscy się dziwili, że nam się udało, bo przecież jesteśmy tacy niszowi. Dzisiejsza Anja wygląda podobnie jak tamta zbuntowana dziewczyna: czarne, długie włosy, może tylko trochę mniej wyrazisty makijaż, poważniejsze oczy. Wiele przez te lata przeszła. Wyszła za mąż za kolegę z zespołu, urodziła syna, rozwiodła się. Dojrzała. - Kiedyś byłam egoistką. Niedojrzałą do bycia w związku, modliszką, która tylko raniła. Dziś się poukładałam.

Jak kiedyś odważna. Otwarcie przyznaje się do depresji, nie ma oporów, by mówić o tym, że powiększyła sobie biust. Już wie, że bunt to nie darcie japy, jak to nazywa, tylko konsekwentne podążanie własną drogą. Ona podążała i podąża. Pracowała jako asystent w firmie komputerowej (bo drugą jej wielką pasją są komputery), potem jako specjalista od marketingu w dużym salonie prasowym. Muzyka jednak towarzyszyła jej zawsze. I zawsze wygrywała. Teraz nagrywa nową płytę, do zespołu wrócił Krzysiek, jej były mąż. - Mam nadzieję, że ta płyta to będzie coś wielkiego - mówi. - Że uda połączyć się moją wierność muzyce mroku z komercyjną siłą przebicia.

Wstecz