recenzja - Act III Live 2003 [Teraz Rock 12/2003]

Closterkeller
Act III - Live 2003
Metal Mind Productions
4

Nasi klasycy gotyku już od dawna zasługiwali na DVD. Warto było jednak czekać - "Act III" powinien zadowolić każdego fana Closterkellera.

Pierwsze osiemdziesiąt minut to zapis występu zespołu w Krakowie, z kwietnia tego roku. Zaczyna się trochę nijako, z winy niemrawo reagującej publiczności... inna sprawa, że widzów mógł zahipnotyzować widok Anji, która wygląda tu wprost urzekająco. Na początek nowy numer, Miraż, a potem dawka c1osterkellerowej klasyki, ze wskazaniem na płyty "Cyan" i "Graphite". Te starsze utwory brzmią tutaj trochę inaczej, niż do tego przywykliśmy, a to ze względu na dodatkowe klawisze i charakterystyczne brzmienie perkusji, jakie proponuje Gerard Klawe. Niemniej jednak Klepsydra wypada jak zwykle czadowo - takiego riffu nie powstydziliby się nawet trashmetalowcy. Na bis publiczność dostaje to, czego chce, czyli Władzę.

Od strony wizualnej całość prezentuje się bardzo efektownie. Udanym pomysłem było zainstalowanie z boku sceny ekranu, na który odpowiednio podświetlone postacie rzucają inspirujące cienie: jest całująca się para, jest wampiryczny taniec a la Max Schreck... Nie przypadło mi natomiast do gustu pojawienie się na scenie "gości" w trakcie utworu Dla jej siostry. Pani w żałobnym stroju wraz z małą dziewczynką spacerująca między muzykami - to jednak zbyt groteskowy widok.

Żadnych wątpliwości nie mam już przy klipach zespołu, które stanowią drugą część "Act III". Tych osiem archiwalnych teledysków bardzo mnie ucieszyło, jako, że telewizje muzyczne omijają je z żelazną konsekwencją. Są one nie tylko ładne wizualnie, ale zawierają sporo smaczków - zarówno reżyserskich (dwa wcielenia Anji w Ciszy w moim domu), jak i technicznych (efekt redukcji koloru, podkreśiający wymowę W moim kraju).

Co jeszcze? Możemy sobie posłuchać nagrań audio, poczytać teksty, obejrzeć zdjęcia zespołu. Jest wreszcie wywiad z Anją. podczas którego ma ona na sobie coś, co... wygląda jak skrzydła. Ale w końcu "wyższy stopień odlotu" to określenie, którego bardzo często używam w stosunku do twórczości Closterkeller.

Paweł Brzykcy