recenzja - Nero [Teraz Rock 12/2003]

Closterkeller
Nero
Metal Mind Productions
4

Żaden z kolorowych tytułów płyt Closterkellera nie był tak dobrze dobrany do muzyki jak ten. Nero po włosku znaczy ?czarny? i mamy tu do czynienia z najbardziej mrocznym albumem zespołu. W porównaniu z poprzednią studyjną płytą "Graphite" w składzie grupy nastąpiły istotne zmiany (Paweł Pieczyński i Krzysztof Najman zostali zastąpieni przez Marcina Mentela i Marcina Płuciennika), jednak Closterkeller zachował swój charakterystyczny styl.

Na Nero zespół podąża w kierunku wytyczonym przez tytułowy utwór z "Graphite" ? dominuje tu identyczny klimat, tworzony głównie przez posępnie brzmiące klawisze. Znów pojawiają się ?odjechane? dźwięki syntezatora, dobierane jednak w bardziej przemyślany sposób, niż dotychczas. Patrząc jak toniesz trochę zaskakuje: niesamowity czad, zwrotki niemalże wyrecytowane przez Anję, a jej głos słychać z dalszego planu (efekt zamierzony, czy wpadka produkcyjna?).

W tytułowym utworze ? najbardziej przesyconym elektroniką ? pojawia się jeszcze inna nowa jakość: hipnotyczna monotonia, transowość. Nie brak też mocnego, gitarowego riffowania (On przychodzi nocą), jednak najbardziej wstrząsający efekt udało się osiągnąć zupełnie innymi środkami. Sposób, w jaki Anja moduluje głos w Królowej, wywołuje zimne dreszcze, szczególnie ? jeśli uświadomimy sobie, że ten nasycony efektem echa numer traktuje o schizofrenii.

"Nero" to również krok do przodu, jeśli chodzi o przekaz słowny. Anja rozwija tu motywy, które najbardziej lubię w jej tekstach ? mało kto potrafi równie intrygująco mówić o różnych rodzajach złudzeń jakim ulegają ludzie: mirażem może być uczucie, ale i religia...

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że dla wszystkich fanów gotyku i klimatycznego metalu "Nero" jest po prostu pozycją obowiązkową (sądząc z reakcji na koncertach, którą mogłem zaobserwować, wielu z nich zna już ten materiał na pamięć).

Wszyscy inni fani rocka też koniecznie powinni tej płyty posłuchać.

PAWEŁ BRZYKCY