recenzja - Na krawędzi (singiel) [Jazgot 3/1999]

Closterkeller
Na krawędzi/Ate
(singiel)
Metal Mind Productions

W prasie pokazały się już nieco wyeksploatowane określenia, zapowiadające najpiękniejszą gotycką płytę roku. Być może są one najtrafniejszymi z możliwych? Nie wiem. Na pewno będzie to nie lada gratka dla miłośników Closterkeller. Dużo tu melodii, które splatają się z ciekawymi wokalizami, malując obrazy smutne i refleksyjne. Piękno w rozpaczy, oto jak określiłbym trzy utwory z singla.

Za oknem grafitowe niebo sączące krople deszczu. Miasto zasypia. Dźwięki zaczynają rozmywać migotające światła, falujące w oddali. Dusza zamknięta pieczęcią snu choć oczy wciąż wypatrują kresu udręki. Na krawędzi wypełnia przestrzeń wilgotną od chłodu, pulsują refleksje a łzy jak dojrzałe owoce bólu spadają na ziemię. Kolejny raz, stojąc na krawędzi snu. Jak twierdzi kontrowersyjna Anja, "Graphite" jest punktem zwrotnym w dorobku zespołu. Bez cienia wątpliwości, coraz dojrzalsze i bardziej przemyślane utwory potrafią zainteresować i wywołać emocje, a to chyba najważniejsze? Co nam po zespołach, które nie są w stanie pozostawić w naszej pamięci choć cienia wspomnień, kiedy płyta się kończy i nastaje cisza. Wiele się zmieniło jeśli chodzi o samo nagrywanie płyty. Po raz pierwszy mieli okazję rejestrować nagrania i poddawać odpowiedniej obróbce, przy dużym wsparciu komputera. Nowa era, nowe możliwości techniczne. Kompletny odjazd - jak twierdzi Anja. Pełna odmienność w realizowaniu pomysłów.

Marek Krukowski