recenzja - Purple reedycja [Teraz Rock 9/1999]

Closterkeller
Purple
Metal Mind Production

Firma Metal Mind nie tylko wydała najnowszy album Closterkellera, ale też dokonała remasterowanych reedycji wcześniejszych albumów grupy, wzbogacając je tym lub owym: a to bonusowymi piosenkami ("Blue"), a to videoclipami na CD-ROM-ie ("Violet", "Scarlet", "Cyan"). Natomiast metalmindowe wydanie pierwszej płyty Anji Orthodox i spółki, "Purple", zostało wzbogacone inaczej: w książeczce kompaktu pojawiły się teksty (pierwsza edycja "Purple" na CD, dokonana przez Polton, była pozbawiona tego luksusu, choć winylowemu longplayowi towarzyszył arkusz ze słowami piosenek).

Całkiem nieźle zaczyna się ta płyta sprzed 10 lat: od tytułowego utworu, który na pewno ma swój nastrój, choć to taki surowy, punkowo-nowofalowy numer. Nagrania z "Purple" już wyznaczają kierunek, w którym miał podążać w przyszłości zespół Anji Orthodox. Nawet jeśli w podkładzie instrumentalnym dzieje się sporo, to muzyka Closterkellera nadal robi "zimne" wrażenie (Maska). Jest też już ten "mrok" - tak charakterystyczny dla tej grupy - choć purpurę mamy w tytule mamy w tytule albumu... Ale też znać, że to dopiero początki.

Płyta sygnalizuje duży potencjał Orthodox-wokalistki i jej oryginalność w polskim kontekście. Chociaż też łatwo się zorientować, że swój ekspresyjny, urozmaicony sposób śpiewania (choćby te skoki w górę skali w Czarnej apokalipsie...) wypracowała pod wpływem nowofalowych wokalistek z europejskiej czołówki. Zresztą własnym estradowym imieniem sama wskazała jedną z nich, Anję Huwe z Xmal Deutschland... W kompozycjach i aranżacjach dużo jest różnych odniesień do new wave, cold wave, rocka gotyckiego. Można też doszukać się śladów słabości do mistrzów owych konwencji i na przykład w instrumentalnej części wspomnianej Czarnej apokalipsy miga coś z The Cure... Płyta jest jeszcze młodzieńcza, Orthodox-wokalistka jest bardziej na etapie świadomego naśladownictwa niż własnych odkryć, ale mimo to propozycje Closterkellera nie mają jakiegoś drażniąco epigońskiego posmaku. A i jest na tej płycie coś z eksperymentu, z prawdziwego undergroundu. Dowodem Jihad: niby-orientalny wstęp z melizmatycznym śpiewem, potem ogólne szaleństwo i udziwnienia instrumentalnego podkładu, które służą osiągnięciu jak największej ekspresji.

Wiesław Królikowski